|
|
Podsłuchujemy internetowy głuchy telefon: listy łańcuszki, miejskie legendy, pogłoski, mistyfikacje, faktoidy, owcze pędy i koty w butelkach.
|
|
|
|
|
|
Filip Graliński, wt., 31/01/2012 - 23:29 [zmienione: wt., 31/01/2012 - 23:36]
|
Mąż udaje się w delegacje do kochanki.
[…] mąż „jedzie w delegację”, ale tak naprawdę udaje się na kilka dni do
sąsiadki w bloku lub w każdym razie na tym samym osiedlu. […]
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Filip Graliński, sob., 08/01/2011 - 23:32 [zmienione: pon., 04/07/2011 - 22:42]
|
Kobieta myli płyn do higieny intymnej z żelem z brokatem.
Moja znajoma ;) miała umówioną wizytę u ginekologa, więc umyła się,
założyła czyste majtki i poszła. Ginekolog spojrzał na badane miejsce
i stwierdził: ALE SIĘ PANI WYSTROIŁA. Znajoma nie skomentowała, ale
całą drogę do domu zastanawiała się, o co mu chodziło. [...]
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Filip Graliński, pon., 07/09/2009 - 22:16 [zmienione: śr., 16/09/2009 - 23:28]
|
Próba wrobienia psa w defekację.
Otóż pewien koleś poszedł na imprezę do swojej dziewczyny. Tam wypił
sobie trochę i przy okazji z tą swoją dziewczyną nieźle się pokłócił.
Goście powoli się rozeszli, zostali tylko oni we dwoje. Dziewczyna
poszła wziąc prysznic, a on czekał (może chciał przeprosić).
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Filip Graliński, pt., 22/05/2009 - 21:42 [zmienione: pon., 01/08/2011 - 08:28]
|
Zmęczony po „imprezie” student zbija butem szybę w oknie, by przewietrzyć pokój. Nad ranem okazuje się, że...
[...] suto nakrapiana impreza się skończyła i nad ranem liczni goście
leżeli 'nieżywi', stłoczeni na kilkunastu metrach kwadratowych
studenckiego pokoju. W tej dusznej atmosferze któryś imprezowicz
wreszcie się budzi i jęczy: „niech no ktoś otworzy okno, nie ma tu
czym oddychać”. Jako że nikomu nie bardzo chce się ruszać z miejsca,
ktoś w przypływie geniuszu rzuca ciężkim butem w okno. Słychać dźwięk
tłuczonego szkła. [...]
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Filip Graliński, pt., 01/05/2009 - 21:47 [zmienione: sob., 02/05/2009 - 18:29]
|
Klient baru zastaje Murzyna jedzącego pozostawione na chwilę jedzenie.
Rzecz działa się podobno w Krakowie, jakoś tak zaraz po stanie
wojennym (1981 rok). Do mlecznego baru weszła pewna pani i zamówiła
sobie obiad. Barszcz i pierogi. Z trudem znalazła miejsce przy
„stoliku”, takim do jedzenia na stojąco, postawiła swój obiad, i poszła
zapłacić. Wraca, patrzy, a przy „jej” stoliku murzyn!!! Zajada
barszcz! Na szczęście zostały jeszcze pierogi odsunięte na bok. Cóż
było robić? Pani podeszła do stolika, popatrzyła na murzyna ze złością
i wyrzutem, po czym przysunęła sobie pierogi i zaczęła jeść.
|
|
|
|
|
|
|