Zagubiony studencki indeks odnaleziony w nieoczekiwanym miejscu.
Jolanta Molińska z newsweeka.pl odkryła nową (przynajmniej dla
niżej podpisanego) legendę studencką:
[...] studentka przyszła do dziekanatu po swój indeks. Panie zza biurek
najpierw delikwentkę uparcie ignorowały. Potem nakrzyczały, że
przeszkadza. A kiedy udało się jej przebić ze swoją pokorną prośbą o
wydanie indeksu, zaczęły się prawdziwe schody. Nie można było go
znaleźć. Więc panie z dziekanatu zaczęły sugerować, że studentka
pewnie nie zaliczyła egzaminów, nie oddała im indeksu, a teraz
kłamie. Nie wiadomo, jak by się ta historia skończyła, gdyby wzrok
studentki, pokornie wbity w podłogę, nie padł na nietypową
podkładkę pod nogę jednego z biurek. Otóż był to jej indeks. [1]
Czasami dziennikarze nabierają się na legendy miejskie, biorą je za
dobrą monetę. Tym razem tak nie jest, Jolanta Molińska usłyszała
historię od trzech różnych osób, opowieści różniły się między innymi
nazwą uczelni, dlatego też dziennikarka rozsądnie zauważa, że mamy tu zapewne do
czynienia z legendą miejską.
Sam nie znałem tej opowieści, nie znał jej też żaden z moich
informatorów. Udało mi się w internecie namierzyć dwa przytoczenia
(oba z 2006 roku)
tej anegdoty studenckiej: w jednej z wersji bohaterem był student,
indeks odnalazła sprzątaczka [2], w drugiej — indeks studentki posłużył jako
podkładka pod nogę stolika z kwiatkami [3].
W sumie więc niewiele materiału, tym bardziej będę wdzięczny,
drodzy Czytelnicy, jeśli potwierdzicie cyrkulację tej anegdoty studenckiej.
przypisy
[1] Jolanta Molińska, Student vs
pani z dziekanatu, 5 października 2009,
http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spoleczenstwo/student-vs-pani-z-dziekanatu,46820,1,
data dostępu: 8 października 2009
[2] wypowiedź internauty „Filet” na
forum UMCS w wątku Lost indexos, 26 maja 2006,
http://grono.net/umcs/topic/984676/sl/lost-indexos/,
data dostępu: 8 października 2009
[3] wypowiedź internautki „mrt” na
forum Agnieszka.com.pl w wątku dziekanat, 24 października
2006, http://agnieszka.com.pl/forum_php/viewtopic.php?t=9091,
data dostępu: 8 października 2009
Czy to legenda...?
Pasuje do legend miejskich jak ulal, ale osobiscie mam powazne watplwiosci czy nia jest. Raz, ze nie obila sie ani mi, ani nikomu z moich znajomych o uszy. A dwa, w mysl zasady, ze w dziekanacie wszystko jest mozliwe. Z naciskiem na najwieksze absurdy.
Ja osobiscie na wlasnej skorze doswiadczylam "zgubienia indeksu" przez przemile panie sekretarki. Poszukiwania trwaly 3 miesiace - i pojawialy sie z ich ust niesamowite teorie. A moze pani sama zgubila? Moze pani nie oddala i nie pamieta? Moze pani klamie? (Tak, jak milo.) Zaraz, chyba jest w archiwum? A wie pani, w archiwum to wszystko lezy teraz w stertach na podlodze bo sie przeprowadzaja. (No to swietnie.) I moje ulubione - a pani na pewno u nas studiuje??? ;] W miedzy czasie wydano mi dokumenty kogos wprawdzie o takim samym nazwisku, problem, ze ten ktos zaczal studia 4 lata przed moim urodzeniem. Indeks w koncu odnalazl sie w niewyjasnionych (dla mnie) okolicznosciach, lekko sfatygowany, ale nie badzmy drobiazgowi. Panie wreczyly mi go z duma i lekka uraza - w koncu "wszystko dobrze sie skonczylo" o co ja sie denerwuje... ;)
Na pytanie, czy panie z dziekanatu moglyby wlozyc indeks jako podkladke pod noge od biurka? Zdecydowanie, moglyby. :)
Chyba każdemu studentowi,
Chyba każdemu studentowi, przynajmniej raz podczas jego studiów, zgubili w dziekanacie indeks :/ Mój kiedyś wylądował na półce nie tego, co trzeba roku... Też próbowano mi wmówić, iż to ja go nie doniosłam :/
A znając bezczelność "Pań z dziekanatu" ta historia z indeksem wsadzonym pod nogę biurka, rzeczywiście wcale się taka nieprawdopodobna nie wydaje...
____________________
"Rzymska kultura bowiem popełniła samobójstwo, w którym nie było nic pięknego, ale od niego nie umarła gdyż kultury nie są śmiertelne, zaś kultura rzymska poprzez barbarzyńców przeżyła całe średniowiecze i żyła dalej." Jacques Le Goff
A owszem, pewnie w każdym
A owszem, pewnie w każdym dziekanacie zdarzyło się zginąć jakiemuś indeksowi. Wydaje mi się jednak, że ta historia z indeksem odnalezionym pod stołową nogą jest zbyt dobra, żeby była prawdziwa...
Swoją drogą, jak się patrzy na to z drugiej strony katedry i ma się do czynienia ze studenckim roztargnieniem i kombinatorstwem, to człowiek zaczyna podejrzewać, że wśród pań z dziekanatu krążą pewnie równie zabawne historie z cyklu "co student zrobił z indeksem" :)
Tak zwyczajne, że aż dziwi, że dziwi :)
Jolanta Molińska usłyszała historię od trzech różnych osób, opowieści różniły się między innymi nazwą uczelni, dlatego też dziennikarka rozsądnie zauważa, że mamy tu zapewne do czynienia z legendą miejską.
Rozsądniej byłoby zauważyć, że mamy zapewne do czynienia z doświadczeniem wśród studentów powszechnym. Tego typu historyjek od własnych znajomych słyszałam sporo, a wierzę im, bo sama mogłabym opowiedzieć jeszcze bardziej groteskową (tyle że nt. legitymacji, nie indeksu). Natomiast mniej osobliwe zagubienia indeksu (typu: pół roku przeleżał za szafką, wylądował w złej szufladzie, pojawia się i znika) to w ogóle standard.
Dodaj nową odpowiedź