Młody człowiek w kapciach idzie wyrzucić śmieci i…
Miejsce: Lądek-Zdrój
Data: dokładnie nie pamiętam, ale było to ok. 1998-2000.
Historia jest krótka. Usłyszałem ją co najmniej od 2 różnych osób
(w tym raz od miejscowego „bajko-opowiadacza”). Kolega kolegi poszedł
w kapciach wynieść śmieci (z wiaderkiem!). Spotkał jakichś znajomych i
postanowili, że pojadą nad morze. Wrócił po 2 tygodniach do
domu. [1]
Przypominam, że Lądek-Zdrój — znany skądinąd ze sceny
z filmu „Miś” („nie ma takiego miasta Londyn, jest Lądek, Lądek-Zdrój!”) — leży na samym południu Polski, przy granicy z
Czechami, więc historyjka tam opowiadana była szczególnie efektowna.
Chyba mamy do czynienia z humorystyczną legendą miejską — w internecie można
wytropić kilka przytoczeń tej opowiastki (np. U mnie na osiedlu
typ wyszedł w klapkach wyrzucić śmieci, i pojechał nad morze na
tydzień z kumplami […] [2]).
Istnieją wariacje środowiskowe, na przykład wśród fanów muzyki —
opowieści o tym, jak delikwent spod śmietnika trafił na festiwal w
Jarocinie [3] (Wrócił po
trzech dniach z pustym kubłem w ręku) lub na Przystanek Woodstock
[4], natomiast wśród kibiców — historia
o zagorzałym kibicu, który w kapciach pojechał na mecz swojej ukochanej drużyny
[5].
Nośność opowieści opiera się na kontraście między codzienną,
prozaiczną czynnością wyrzucania śmieci a momentalnym aktem
porzucenia rutyny. Historyjka jest wyrazem młodzieżowej apoteozy
imprezowego stylu życia. Prawdziwy imprezowicz nie zna dnia ani godziny!
podobne legendy
przypisy
[1] B.B., mejl z 9 grudnia 2011
[2]
wypowiedź internauty „Cesar1973”
na forum kibice.net.pl
w wątku Co zrobisz by jechać na mecz wyjazdowy?,
26 stycznia 2009,
http://kibice.net.pl/forum/viewtopic.php?p=265449,
data dostępu: 16 grudnia 2011
[3]
wypowiedź internauty „Fresh”
na forum Overkill.pl,
w wątku World Magnetic Tour,
11 lutego 2009,
http://www.overkill.pl/forwhom/viewtopic.php?f=1&t=7452&start=940,
data dostępu: 16 grudnia 2011
[4]
wypowiedź Moniki Sobolewskiej
na forum grono.net
w wątku By nie spać samotnie...,
12 maja 2007,
http://grono.net/przystanekwoodstock/topic/1439171/sl/by-nie-spac-samotnie/4/1/41227308/1/,
data dostępu: 16 grudnia 2011
[5]
Krzysztof Korsak,
Nie poszedł na własny ślub, bo... pojechał na mecz,
GazetaLubuska.pl,
11 marca 2009
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090311/POWIAT04/967888562,
data dostępu: 16 grudnia 2011
Ja osobiście natknąłem
Ja osobiście natknąłem się na podobny wątek w prasie kobiecej, otóż czytelniczka nadesłała do redakcji opowiadanie, w której jej ukochany mężczyzna wychodził wyrzucić śmieci i potem już nigdy nie wrócił.
Jest jeszcze opowieść, w
wyjazd w kapciach...
no i co w tym dziwnego? Koleś, który z nami tak pojechał, nazywa się Paweł Ł. O szczegóły proszę pytać Pawełcio. pl.
Osobiście to przeżyłem
Osobiście to przeżyłem :)
Może nie do końca w ten sposób... W 1986 roku wyjeżdżaliśmy na koncert to Jarocina. Jednego kolegi nie chciała mama puścić. Przygotował sobie wcześniej rzeczy na wyjazd w komórce na podwórku. I godzinę przed odjazdem pociągu wyszedł w kapciach wyrzucić śmieci. Oczywiście do komórki - tam się przebrał i pojechał z nami...
:)
Słyszałam wersję, w
Słyszałam wersję, w której to znajomy znajomych pojechał z ekipą na Woodstock i postanowił zostać w Kostrzynie - znalazł pracę, a do rodzinnej miejscowości wrócił rok później ;]
wyszedł jak stał i tyle go widzieli...
Przypomina mi to jeden z odcinków sitkomu "Graczykowie" pt "Rudy Zboczeniec" o sobowtórze Wieśka Graczyka który to sobowtór w rudej peruce krążył po osiedlu bez spodni (w majtkach), rzekomo zgubił się wynosząc śmieci i odwiedzał kolejne miszkania z pytaniem 'czy ja tu przypadkiem nie mieszkam?'. A z literatury SF fragment powieści Juliusza Verne'a "Łowcy Meteorów" (La Chasse au météore) z 1901 r chyba gdzie jeden z bohaterów, zwariowany wynalazca o wdzięcznym imieniu Zefiryn Xirdal wyszedłszy na chwilę z domu (gdzie zostawił swój wynalazek w trakcie rozruchu) spotyka kolegę i od razu wsiada z nim do pociągu jadąc nad morze. Zacytuję kawałek bo ma to coś w sobie "Pobyt na wybrzeżu morskim przeszedł mu najprzyjemniej i może byłby go przedłużył, gdyby 12 dni po przybyciu nie przyszła mu była do głowy osobliwa zachcianka zmiany bielizny. Zmusiło go to do otworzenia swego pakunku, w którym, ku wielkiemu swemu zdziwieniu, znalazł 27 słoików [chyba z chemikaliami](...) Powoli jednak, nawiązawszy nić wypadków, przypomniał sobie o swym projekcie ogniwa elektrycznego, do którego w swym czasie tak się był zapalił, a o którym tak całkowicie zapomniał. Za karę wymierzył sobie kilka silnych uderzeń pięścią i szybko zawinąwszy paczkę, opuścił [swego kolegę] Marcela Leroux, udając się wprost do Paryża. (...) Paczkę swoją z cenną zawartością 27 słoików związał z tak wyszukaną starannością, że rozleciała się z niezmiernym hałasem na asfalt stacji. Hałas ów przeraził dwieście osób, które sądziły, że to zamach [terrorystyczny].(...) Klęska ta miała przynajmniej tę dobrą stronę, że przypomniała mu, w jakim celu znajduje się obecnie w Paryżu. Natychmiast (...) kupił 27 nowych słoików i zabrał od stolarza zamówioną ramę, gotową od dziesięciu dni. Zaopatrzony w te sprawunki i spragniony rozpoczęcia doświadczeń, otworzył z pośpiechem drzwi mieszkania. Ale na progu stanął jak wryty na widok maszyny, której reflektor obrócony był w stronę zenitu.(...) [Z wrażenia] wypuścił z rąk pakunki, które, podlegając zwykłym prawom ciążenia, skierowały się w prostej linii ku środkowi ziemi i bez wątpienia byłyby się tam znalazły, gdyby nie znajdująca się na ich drodze podłoga..."
Może nie z Ladka a ze
Może nie z Ladka a ze Stronia-morawki?Znajoma ma męże schizofrenika,ktory z Warszawy poszedł nad morze
Zdrada małżeńska
Krąży też i inna historia z kapciami i wiaderkiem w tle. Mianowicie mąż "jedzie w delegację" ale tak naprawdę udaje się na kilka dni do sąsiadki w bloku lub w każdym razie na tym samym osiedlu. I podczas wyrzucania sąsiadce śmieci myli się i w kapciach i wiaderkiem wraca do własnego mieszkania :)
O właśnie, o to mi
O właśnie, o to mi chodziło :)
Dodaj nową odpowiedź