Rura przewożona w tramwaju zostaje wzięta za wyposażenie pojazdu.
[...] legenda o drążku z Ikei, która opowiadała mi moja znajoma.
Otóż jej kolega wybrał się ze swoją dziewczyną do ikei w celu zakupu
karnisza. Wracali tramwajem, a że panował duży ścisk, chłopak postawił
drążek pionowo. Po kilku przystankach, gdy chciał wysiąść, okazało
się, że wiele osób trzyma się karnisza myśląc, że jest on częścią
tramwaju :) [...] [1]
W Internecie udało mi się wyszperać jedynie dwa przytoczenia tej
opowieści — „karnisz w autobusie” [2]
i „aluminiowa rura w tramwaju” [3]. Co ciekawe, w pierwszym przypadku jest to
relacja w... pierwszej osobie. W sumie historyjka jest na tyle
prawdopodobna, że mogła rzeczywiście się wydarzyć.
Tak czy owak, należy ona do folkloru współczesnego. Podobną opowieść
odnotował badacz czeskich legend miejskich, Petr Janeček, w jednej
z czeskich wersji bohaterką jest... oszczepniczka jadąca tramwajem —
współpasażerka chwyta się oszczepu, biorąc go za wyposażenie tramwaju,
sportsmenka próbuję wyprowadzić kobietę z błędu, bezskutecznie, w
końcu zdenerwowana puszcza oszczep w chwili, gdy tramwaj hamuje,
druga kobieta leci z oszczepem przez cały tramwaj... [4]
Jest tu puenta, której niestety brakuje w naszej rodzimej wersji!
Wdzięczna jest także wersja odnotowana przez anglosaskich
folklorystów — bohaterem jest nowojorczyk, wraca z pracy metrem, trzyma w
ręku zepsutą świetlówkę (chciał ją wcześniej wyrzucić, ale nie udało
się znaleźć stosownego pojemnika), kolejni pasażerowie chwytają się
rury, mężczyzna po prostu... spokojnie wychodzi z wagonu [5].
Amerykańska wersja przypomina nieco legendę o
kradzieży zdechłego
zwierzęcia. Obie opowieści łączy motyw pasażera, który wiezie
rzecz, której najchętniej by się pozbył. Raz z kłopotu wybawia
złodziej, raz — niczego nieświadomi pasażerowie.
podobne legendy
przypisy
[1] mejl z 12 kwietnia 2010
[2]
wypowiedź internautki „margot7”
na Forum Humorum gazeta.pl w wątku Najdziwniejsze rzeczy, które
wieźliście autob,
25 stycznia 2010,
http://forum.gazeta.pl/forum/w,384,105719590,106226689,Re_ Najdziwniejsze_rzeczy_ktore_ wiezliscie_autob.html,
data dostępu: 2 maja 2010
[3] Rura,
wpis na blogu Dolina Mamusi Muminka,
10 września 2007,
http://mamusia-muminka.blog.onet.pl/Rura,2,ID251869936,n,
data dostępu: 2 maja 2010
[4] Petr Janeček, Černá sanitka:
druha žeň. Pérák, ukradená ledvina a jiné pověsti, Nakl. Plot,
Praha 2007, s. 238
[5] Jan Harold Brunvand, Too
Good to Be True. The Collossal Book of Urban Legends,
W.W.Norton & Company, New York - London, 1999, s. 31-32.
Zob. także Mark Barber, Legendy miejskie, Wydawnictwo RM,
Warszawa 2007, s. 63-64
Oszczep
Muszę powiedzieć, że ta UL podoba mi się chyba najbardziej ze wszystkich przeczytanych dotychczas, bo jest najbardziej prawdopodobna, a przy tym mega absurdalna.
BTW: Gratuluję kawałka dobrej roboty, jakim jest ta strona. Byle tak dalej.
Inna wersja
Ja słyszałem inną wersję. To było w Rzeszowie, około roku 1993 - 1995. Opowiadał mi to kolega z technikum a wydarzenie dotyczyło jego znajomych mieszkających w tej samej wsi pod Rzeszowem.
Dwaj koledzy z technikum podprowadzili z warsztatów aluminiową rurkę, bardzo podobną do tych, z których robi się poręcze w autobusach. W autobusie podnieśli ją i trzymali przy obu końcach w poziomie. Wkrótce ludzie zaczęli łapać się tej rury. Jak już złapało się wielu pasażerów, nasi bohaterowie puścili rurkę. Podróżujący autobusem byli bardzo zdumieni, czemu nagle ich "poręcz" stała się "swobodna".
Pozdrowienia dla admina.
Psiakość
To ja jestem bohaterką urban legend? ;) Jechałam z jakimś drągiem i nagle poczułam, że ktoś mi go chce wyrwać - 2 pasażerów uznało drąg za uchwyt :)
Zawsze wydawało mi się to
Zawsze wydawało mi się to mało prawdopodobne, do momentu jak jechałam z wałkiem malarskim na długiej rączce i został on potraktowany przez pewnego młodzieńca jak uchwyt... Na szczęście od razu puścił :)
Na tyle prawdopodobna, że
Na tyle prawdopodobna, że miała miejsce. Moja mama jechała kiedyś tramwajem z oszczepem mojego brata (wracał z jakiegoś obozu) i ktoś faktycznie za niego chwycił myląc z rurką :)
To jest bardzo prawdopodobna histroia...
... i mogła przydarzyć się wielu ludziom. Ja słyszałam ją od jednej doktorantki na zajęciach - dotyczyła faceta, który jechał tramwajem w Bydgoszczy i wiózł rurę, która miała taki sam kolor, jak rury w tramwajach bydgoskich. Opowiadająca była naocznym świadkiem tego zdarzenia, a z tego jak się zaśmiewała opowiadając nam je, wnioskuję, że naprawdę to widziała. Ona jechała tym tramwajem wcześniej niż ten pan, więc nie popełniła tej pomyłki, ale ludzie, którzy wsiadali po nim, faktycznie chwytali się rury. Wtedy ten pan - dość opryskliwie - mówił: "niech się pani tego nie trzyma" albo "niech pan bierze łapy", na co ludzie reagowali oburzeniem. W końcu zmęczył się tą obroną swojej rury i przestał reagować, za to pasażerowie, którzy zorientowali się już o co chodzi, bacznie obserwowali wszystkich wsiadających i gdy ktoś chwycił rurę - po tramwaju przechodziła salwa śmiechu:-)
W końcu pan wysiadł - z pewnym trudem, bo musiał wyrwać swoją rurę z uścisku kilku osób - i został pożegnany kolejną salwą śmiechu:-)
Możliwość zajścia takiego zdarzenia jest dość wysoka :)
Widziałem podobne zdarzenie w Krakowie, kiedy młody mężczyzna jechał wieczorem z halabardą (prawdopodobnie do jakiejś chińskiej sztuki walki, broń miała zabezpieczone pokrowcem ostrze), którą trzymał pionowo. Kilka pań chwyciło za broń powodując ogólne wybuchy radości. Pan z halabardą też się przy tym nieźle bawił.
Dlatego to raczej nie legenda...
Widziałem podobne sytuacje w autobusach MPK. Pan z rurą niebacznie stanął w okolicach kasownika, każdy chcący skasować bilet próbował się jej chwycić, w końcu ję położył na ziemi
Kiedyś woziło się masę dziwnych rzeczy w autobusach- z kolegą, jeszcze będąc w liceum przewoziliśmy zwykłe krzesła- więc usiedliśmy sobie na nich- jako, że mieliśmy kilkanaście lat, z oburzeniem osoby starsze zwróciły nam uwagę, że nie ustępujemy miejsca starszym na siedzeniach....
I odwrotna sytuacja- jechałem oddać parę kul(sprzęt rehabilitacyjny- na dodatek nigdy nie używany). W autobusie parę osób, niezależnie od siebie wskazywało mi wolne miejsce dla inwalidy, próbując mi pomóc tam usiąść.
Włóczniarz Wu Shu w
Włóczniarz Wu Shu w Warszawie ma analogiczne doświadczenia z wożeniem sprzętu. Na szczęście ludzie szybko się orientują, że złapali coś drewnianego a nie metalowego.
jestem świadkiem miejskiej legnedy
Jechałam z bratem tramwajem w Warszawie. On jest w bractwie rycerskim i maiła ze sobą wielgachny łuk. Jakaś pani weszła do tramwaju i się złapała za ten łuk zamiast za drążek. Ale szybko się kobieta zorientowała- już przy pierwszym hamowaniu...
Biała laska
moja siostrę wzięto kiedyś w autobusie za ślepą, gdy wiozła ze sklepu biały kij od szczotki, kupiony na przecenie w innej części miasta. Choć dziś sądzę, że ktoś chyba sobie tu żartował.
Słyszałem tę opowieść w
Słyszałem tę opowieść w lekko zmodyfikowanej wersji (mniej więcej lata 1990 - 1991). Zmiana polegała na tym, że "udawany" drążek nie znalazł się w autobusie przypadkowo, ale rozmyślnie. Ludzie z technikum wynosili aluminiowe rury z zajęć i za pomocą tychże rurek dostawiali w autobusie rzekome "poręcze", czekając aż chwycą się ich inni pasażerowie. Pointa była taka, że jak już wystarczająco dużo osób trzymało się drążka, wówczas "sprawcy" oddalali się na bezpieczną odległość pozostawiając fałszywą poręcz własnemu losowi. Oczywiście najbardziej bawiły ich reakcje pasażerów, sprzeczki i szukanie właściciela drążka.
Ta anegdota jest znacznie
Ta anegdota jest znacznie starsza. Znalazłem ją w książce - zbiorze felietonów autorstwa Stefana Wiecheckiego "Wiecha". Tytułu książki nie pomnę, lecz z pewnością była wydana u schyłku lat 60tych lub w początku 70tych. Felieton opisywał, jak pewna starsza pasażerka wsiadła do tramwaju z drewnianym karniszem (wówczas poręcze były robione z drewna) i po kilku pomyłkach i wywrotkach pasażerów próbujących wyrwać starszej pani karnisz jeden z nich karnisz złamał. Oczywiście doszło do awantury, pani zaatakowała sprawcę, w końcu ułamany kawałek broni został wojowniczej pani odebrany siłą.
Jak widzę legenda rozpoczęła własne życie, zmienił się pojazd i materiał ale idea w zasadzie jest ta sama.
może tu trzeba szukać żródła?
Zresztą u Wiecha można znaleźć więcej tego typu ciekawych opowieści. Zainteresowanym polecam historyjkę, jak to jakiś rolnik wiózł tramwajem prosiaka w worku. Wystraszone prosie wyrwało się i biegało po wagonie wywracając pasażerów.
rura
Czy fakt, że jakaś historyjka funkcjonuje jako mem, replikowany w opowistkach i anagdotkach musi oznaczą, że nie mogła się wydarzyć faktycznie? Nie musi. Ba, śmiem zakładać, że ta konkretna zdarzyła się wiele razy. Statystyka prawdopodobieństwa podpowiada, że sytuacja, gdy ktoś wiezie jaką rurę środkami komunikacji nie należy do rzadkości. Pewność opieram na tym, że raz sam byłem świadkiem takiego wydarzenia. Było to w drugiej połowie lat '90, facet wiózł autobusem rurę metalową o długości ok. 2m, logiczne, że trzymał ją pionowo. A że nawet średnicą przypominała te rurki, które montuje się w autobusach do trzymania, możecie sobie wyobrazić, ile było śmiechu, jak ludzie się za to łapali... Sądzę, że ci, co to widzieli, przystąpili potem radośnie do opowiadania tej historii... Jak widać, w każdej legendzie - nawet miejskiej, jest ziarnko (ziarnka) prawdy. Czyli kto wie, jak to z tą wołgą było... :)
Owszem nie można z góry
Owszem nie można z góry wykluczyć, że wydarzenia opisywane w legendzie miejskiej nigdy się nie wydarzyły. Akurat ta legenda rzeczywiście brzmi dość realistycznie, nawet o tym wspominam w notce. W większości legend miejskich jednak ziarnko prawdy jest bardzo małe albo go w ogóle nie ma.
Sam kiedyś widziałem coś
Sam kiedyś widziałem coś takiego, chyba w tramwaju. Pewien facet przechodząc złapał się przelotnie jakiejś drewnianej tyczki trzymanej pionowo przez kogoś innego. A nie było tłoku. W następnej sekundzie będąc już dalej puściwszy ją zrozumiał, obrócił się i wszyscy włącznie z nim wybuchnęli śmiechem.
Dodaj nową odpowiedź