Grupa mężczyzn pod wpływem środków odurzających powoduje wypadek na rondzie.
Maria Kobielska, czytelniczka atrapy.net, zechciała podzielić się pewną
opowieścią [1]:
Usłyszałam [tę legendę] kilka lat temu jako autentyk od koleżanki —
akcja miała się dziać w Krakowie, a głównym bohaterem był bodaj wręcz
jej ówczesny narzeczony. Niedługo później natknęłam się na równie
autentyczną wersję, z Wrocławiem w roli tła. Odtąd opowiadam ją jako
dowcip, bo puenta jest dobra, a dodatkowo można wspomnieć o
okolicznościach i pozastanawiać się nad funkcjonowaniem takich
historii.
Sama legenda jest taka:
Grupa młodych mężczyzn spotkała się towarzysko, głównym punktem
programu było palenie marihuany. W stanie takiego odurzenia jak
wiadomo można mieć różne pomysły, oni akurat postanowili wybrać się na
nocną przejażdżkę po mieście, zdaje się, że maluchem, zabierając ze
sobą oczywiście pozostałe „palenie”. Dojechali do jakiegoś ronda,
gdzie ich pomysły przybrały nowy kształt: postanowili mianowicie
przejechać się po nim tyłem, pod prąd. Jakie było ich zdziwienie,
kiedy po kilku okrążeniach zupełnie nieoczekiwanie spostrzegli, że
powodują właśnie lekką stłuczkę z samochodem, którego kierowca i
pasażer patrzą na nich zza szyby z krańcowym zaskoczeniem, nie wierząc
własnym oczom. To jednak nie koniec kłopotliwej sytuacji - z niezwykłą
intuicją na scenie wydarzeń pojawia się patrol policyjnej drogówki;
funkcjonariusze wysiadają, podchodzą do owego drugiego samochodu i
wdają się w rozmowę z kierowcą. Nasi weseli bohaterowie nie do końca
potrafią zebrać myśli, ale doskonale świadomi są sytuacji, w której
obciąża ich nie tyle sama stłuczka, co stan wskazujący na coś
gorszego, niż spożycie oraz posiadanie niebagatelnej ilości
narkotyków, co za chwilę musi wyjść na jaw. Funkcjonariusz zbliża się
do malucha, kierowca chcąc nie chcąc otwiera okno. Policjant klepie go
po plecach ze słowami: „Nie przejmujcie się, chłopcy, tamci goście są
kompletnie pijani, twierdzą, że jechaliście po rondzie do tyłu!...”
Historyjka wydaje się być bardzo popularna, w internecie bez trudu
można wyszperać kilkadziesiąt wystąpień opowieści [2]. Jeśli w ogóle precyzuje się markę
samochodu „dowcipnisiów”, jest to faktycznie maluch. Często opowieść
wiązana jest z Opolem, czasami pojawiają się inne miasta, np. Łódź [3] (dorzućmy jeszcze Kraków i Wrocław z
przytoczonego wyżej maila), na ogół jednak nie precyzuje się miasta.
Historia o odurzonych użytkownikach ronda opowiadana jest niekiedy jako
dowcip, bywa jednak, że nawet jeśli przytaczana jest w „wysypisku”
kawałów, opatrywana jest komentarzem „autentyk”, „podobno autentyczne
wydarzenie” itp.
Identyczna historia — no może nie, że w maluchu... — opowiadana jest
u naszych zachodnich [4]
i południowych [5] sąsiadów.
podobne legendy
przypisy
[1] e-mail z 8 marca 2009 roku
[2] np.: Anegdota, wpis na blogu
pmaciolek@jabberpl.org, 21 maja 2005,
http://przemek.jogger.pl/2005/05/21/anegdota/, data dostępu: 8
marca 2009
[3] Historyjka z ronda,
Interaktywna Witryna Łódzka,
http://elpublika.pl/Ciekawostki/Historyjka-z-ronda/,
data dostępu: 8 marca 2009
[4] Rolf Wilhelm
Brednich, Pinguine in Rückenlage. Brandneue sagenhafte
Geschichten von heute, München 2004, str. 60
[5] Petr Janeček, Černá sanitka:
druhá žeň. Pérák, ukradená ledvina a jiné pověsti, Praha 2007,
str. 252
Poznań
Mnie tę legendę opowiadał instruktor nauki jazdy w Poznaniu. rzecz miała się dziać na jednym z poznańskich rond.
taaaa, w Olsztynie też ma
taaaa, w Olsztynie też ma miejsce co jakis czas ;)
ja słyszałam trochę
ja słyszałam trochę podobną historię, oczywiście jako autentyczną:
Małżeństwo wybrało się na imprezę imieninową do znajomych. Imieniny, jak to często bywa, były dosyć mocno zakrapiane alkoholem - trzeba przecież wznosić liczne toasty za zdrowie solenizanta. Alkohol piła jednak tylko kobieta - jej mąż stwierdził, że on będzie prowadził samochód. Po imprezie jednak, żona uparła się, że jest w stanie prowadzić i usiadła za kółkiem. Zrezygnowany mąż usiadł obok i pojechali. Pech chciał, że już po paru minutach zatrzymała ich drogówka. Kobieta odkręciła szybę, policjant nachylił się nad nią, poczuł strasznie silny zapach alkoholu i powiedział:
"Chłopy... Nie dość, ze nawali się taki, to jeszcze go trzeba do domu odwozić..." i puścił ich dalej niczego nie sprawdzając.
To dosc dobrze znana legend
To dosc dobrze znana legend w Krakowie.W zasadzxie najzabawniejszy jest fakt iz funkcjonuje ona na kilku roznych rondach w grodzie Kraka(mogilskie, grunwaldzkie, matecznego itp).
Słyszałam że miało to
Słyszałam że miało to miejsce w Warszawie na rondzie koło Arkadii :)
A samochodem na wstecznym jechali podobno koledzy mojego znajomego :D
Rondo we Wrocławiu
Ta legenda jest faktycznie bardzo dobrze znana we Wrocławiu i zwykle zaczyna się od słów: "Kolega z pracy..." albo "Wujek opowiadał...", a dalej jest mowa przeważnie o Wrocławiu (rzadziej występuje Poznań), a samochód to maluch. Ja sam słyszałem ją jakieś 5-6 razy od różnych osób i każda opowiadała o swoim wujku/koledze lub ich znajomych.
Jest jednak pewien problem - we Wrocławiu nie ma żadnego ronda, na którym ta historia mogłaby się wydarzyć, a przynajmniej nie było żadnego wtedy, kiedy usłyszałem ją po raz pierwszy, czyli około 2004 r.
To chyba nie za dobrze znasz
To chyba nie za dobrze znasz Wrocław :D
Ta historia zdarzyła się (ponoć) na rondzie Powstańców Śląskich (tym przy skrzyżowaniu z Zaporoską), a usłyszałam ją jakieś 4 lata wcześniej niż ty.
słyszałam to jako
słyszałam to jako "autentyczny autentyk" zarejestrowany przez kamery Policyjne, a rzecz miała się dziać ok. 2 lata temu na Rondzie Kaponiera w Poznaniu, w nocy, jeździć miały dresy.
Kolega opowiadał, że
Kolega opowiadał, że jeździł tak ze znajomymi trabantem na rondzie w Białymstoku (z tym, że pod prąd, ale przodem, nie cofając). Nie wiem, na ile to prawda.
Też początkowo
Też początkowo słyszałem, jako wyczyn znajomych znajomej w Sandomierzu, ale parę lat później czytałem(na onecie, czy podobnej stronie) rozwinięcie tej historii. Mianowicie, sytuacja miała się wydarzyć naprawdę, tyle że w Rzeszowie, czym to uczestnicy kolizji niefortunnie pochwalili się w necie, co doszło do policji, która sprawców znalazła. A artykuł był właśnie o nieroztropności użytkowników internetu ;)
Ale pobone historie na prawdę się zdarzają...
Hehehe, świetna puenta. Ale tacy "fantaści" autentycznie się zdarzają. Osobiście, na własne oczy na rondzie w Turku widziałam jak, facet zaczął na rondzie cofać, bo zauważył, że minął ulicę, w którą zamierzał skręcić. Dopiero jak ludzie zaczęli na niego trąbić zreflektował się co robi.
Dodaj nową odpowiedź