Kobieta potrącona na schodach przez narciarzy zostaje skierowana na leczenie psychiatryczne.
Otóż kiedyś grupa studentów bawiła się na imprezie w mieszkaniu w
bloku u jednego z nich. I jak to z imprezami bywa, tak i ta była suto
zakrapiana. Jakoś w środku nocy impreza przycichła, część gości się
wykruszyła a pozostałym studentom, równo naprutym, zaczęło się nudzić.
Ale od czego studencka pomysłowość - za drzwiami od pokoju gospodarza
znaleźli stare narty. A jak są narty to trzeba na nich zjeżdżać.
Studenci wyszli na klatkę schodową, jeden przywdział jakoś te narty
reszta go popchnęła i... jedzie A tamci biegną dusząc się ze śmiechu.
Pech jednak chciał, że od strony mieszkań z za rogu wyszła babcia.
Starowinkę biedną chłopcy zmietli w dół. I o zgrozo uciekli. Rano
obudzili się i nic nie pamiętali. Wychodzą z bloku a tam w klatce aż
huczy o tym, jak to pogotowie biedną panią Maliniak zabrało. Nasi
studenci byli durni beznadziejnie i pijaki straszne, ale w głębi
duszydość przyzwoici. Gdy skojarzyli co się wydarzyło ich normalny kac
ustąpił miejsca wielkiemu kacowi moralnemu. Trapili się długo i
ostatecznie postanowili pojechać do szpitala i dowiedzieć się o stan
babci. No i przeprosić ją. Zakupili wielki bukiet i pojechali. Na
miejscu udali się od razu na oddział chirurgii urazowej bo doszły ich
słuchy, że babcia ma złamaną nogę. Ale tam jej nie było. Pytają więc
chirurga gdzie pani Maliniakowa. A on im odpowiada: "Była tu od rana,
wsadziliśmy ją w gips i jeszcze zostanie dwa dni na obserwacji. Ale
teraz zawieźliśmy ją na psychiatryczny, żeby neurolog ją obejrzał.
Musiała się bidulce coś w głowie pomieszać, bo uparcie twierdzi, że
narciarze ją staranowali" [1]
Identycznie sformułowaną opowieść można też odnaleźć w internecie
[2], widać więc, że historyjka w
tej postaci krąży na zasadzie „kopiuj i wklej”. Są i inne
wersje historii o narciarzach, często akcja dzieje się w akademiku
— pewnie to ta sama impreza podczas, której odbyła się osławiona
misja na Marsa…:
Opowieść prawdziwa...
Olsztyn, akademik, 7 piętro, impreza u Mariusza, [...] ktoś rzucił
tekstem: "Mariusz nie zjedziesz na nartach po schodach". [...]
Nastepny zjazd byl perfekcyjny, jedno pietro zanim,
niestety pomiedzy 6 a 5 pietrem Mariusza natrafil na Pania
sprzątaczke, która potrącił i zwiał z miejsca wypadku. [...] [3]
Istnieje też bardzo zgrabna wersja z udziałem studentów medycyny
i motywem zamiany ról:
[...] Jestem lekarzem i historię tę opowiedziała mi młoda
pielęgniarka. [...] Otóż opowieść tyczy się studentów medycyny, którzy
wynajmowali wspólnie mieszkanie w wielopiętrowym bloku. Podczas jednej
z odbywających się w środku lata (pora roku jest ważna) imprez
zakrapianych alkoholem, w przypływie ułańskiej fantazji postanowili
pozjeżdżać na nartach ze schodów klatki schodowej. Podczas tego
szusowania potrącili przechodząca tamtędy staruszkę, która doznała
urazu. Następnego dnia mieli zajęcia na oddziale ortopedii (dla
konkretu wymieniony był krakowski Szpital im. Rydygiera), gdzie z
lekarzem prowadzącym zajęcia chodzili od sali do sali badając i
omawiając pacjentów. Przed jedną z sal lekarz prowadzący zatrzymał się
i powiedział: „Pacjentka ze złamaną szyjką kości udowej. Proszę z nią
nie rozmawiać, czekamy na konsultację psychiatryczną. Pacjentka przy
przyjęciu opowiadała, że potrącił ją narciarz”. Oczywiście tą
pacjentką była starsza sąsiadka studentów, która przez ich alkoholowe
wybryki brana była przez wszystkich za wariatkę. [4]
Ofiarą może też być studentka:
Przypadek z (podobno) Białegostoku:
Dwaj kolesie, zjeżdżając na nartach po schodach w akademiku, ciężko
poturbowali koleżankę. Pogotowie zabrało nieprzytomną dziewczynę do
szpitala.
Nazajutrz, jak już przetrzeźwieli do znośnego poziomu dwa promile,
nabyli w kwiaciarni kwiaty i pojechali do szpitala przepraszać
poszkodowaną. Ku swojemu zdziwieniu usłyszeli, że owszem, była tu taka
hospitalizowana, ale przeniesiono ją do innego szpitala. Do jakiego?
Do psychiatrycznego. Jak odzyskała przytomność, w kółko opowiadała
bzdurne historie, że została rozjechana przez dwóch narciarzy w
białostockim akademiku. [5]
Ash_J_Williams komentuje tak na forum atrapy.net:
Słyszałem to jeszcze w liceum...
Mój historyk, obecnie w wieku lat ok. 65, twierdził że ten wyczyn miał
miejsce w Krakowie i był owocem skutkiem ułańskiej fantazji jego
kolegów z roku. [6]
Jeśli to prawda, historia ma już kilkudziesięcioletnią historię...
Komiczna legenda znana też jest w Czechach [7],
ciekawe, że w wersji przytoczonej przez Petra Janečkę głównymi
bohaterami
nie są studenci. Czy w Polsce też krąży wersja
„niestudencka”, nie wiem.
Na koniec zauważmy, że w opowieści pojawia się motyw „X pod
wpływem alkoholu/narkotyków robi coś głupiego, przypadkową ofiarą
wygłupów pada Y, który, opowiadając zajście policji/lekarzom,
zostaje wzięty za wariata/pijanego”, por. legenda o jeździe po
rondzie na wstecznym.
podobne legendy
przypisy
[1] „Trusi”, mejl z 14 lutego
[2]
wypowiedź internautki „jolab” w wątku Kawał kawałów ;-) na forum Pogaduszki
serwisu gratyzchaty.pl, 6 stycznia 2009,
http://gratyzchaty.pl/viewtopic2.php?p=106182,
data dostępu: 23 marca 2009
[3] Opowieści dziwnej treści
poprostu :)PART ŁAN, trolix.net,
http://trolix.net/index.php?page=minimal-template,
data dostępu: 23 marca 2009
[4] M.K., mejl z 15 lipca 2011
[5] komentarz
internauty „jaceq” do artykułu Kraków: Student zaatakował innych
imprezowiczów, 1 stycznia 2009,
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=89168296&v=2&s=0,
data dostępu: 23 marca 2009
[6]
wypowiedź z 17 marca 2009,
http://www.atrapa.net/node/2534#comment-10710
[7] Petr Janeček, Černá sanitka a jiné děsivé příběhy. Současné pověsti a
fámy v České republice, Nakladatelství Plot, Praha, 2006, s.
214-215
Historię o narciarzach
Historię o narciarzach słyszałem wielokrotnie, mniej więcej od roku 1998 - kiedy poszedłem na studia. W Łodzi, gdzie studiowałem, kursowała wyłącznie wersja ze staruszką.
PS. Moi znajomi na prawdę zjeżdżali po schodach - ale w pojemnikach na pościel, wymontowanych z tapczanu ;-)
My w akademiku jeździliśmy
My w akademiku jeździliśmy takimi pojemnikami po korytarzach - pojemniki miały kółeczka. Jeden siedział w środku, a dwóch go rozpędzało :)
Impreza na nartach
Około 2004 roku usłyszałem wersję w której "narciarzem " był znany kardiolog z... Krakowa. Okazją dospotkania był zakup przez rzeczonego nowego mieszkania, a także nowego sprzętu narciarskiego, który bohater prezentował kolegom. Historia ma smutny finał. Główny bohater zostaje ukarany za nieudzielenie pomocy medycznej.
Cześć. Piotr D.
Nie wiem, czy to ewolucja
Nie wiem, czy to ewolucja tej historii, czy autentyk, ale historia ta jest dość podobna w założeniach, acz większość znacznie się różni (np. nie ma ofiar potrącenia). Miał to być chyba wieczór kawalerski, urodziny czy jakaś inna konkretniejsza okazja, a nie zwykła impreza, z tej racji chyba ktoś z rodziny udostępnił zainteresowanemu należące do niego, ale chwilowo nieużywane mieszkanie. Miało ono niedługo iść do generalnego remontu, w związku z czym zezwolił uczestnikom imprezy się wyszaleć (sam właściciel lokum w imprezie nie uczestniczył). Imprezowicze jednak trochę zbyt mocno wzięli sobie to do serca, bo gdy procenty zaszumiały w głowie, wymontowali... wannę i z jej pomocą zjeżdżali ze schodów... Po imprezie chyba sąsiedzi donieśli prawowitemu właścicielowi o tych "wyczynach". Historię słyszałam w sylwestra 1999/2000. Niestety kompletnie nie pamiętam, gdzie to mialoby się odbywać, w pamięci zatarły mi się też wszelkie inne szczegóły.
Nie pamiętam, w której z
Nie pamiętam, w której z gazet czytałam tę historię. Lata temu (1980-1990(?), jakoś tak mi się te lata kojarzą, że wokół tak smutno i szaro było, ale głowy nie dam), o ile dobrze pamiętam jako wiadomość z wiadomości kryminalnych na wesoło, więc to chyba nie była dziennikarska kaczka. Impreza była w bloku, normalna impreza imieninowa albo urodzinowa i bawiący, po wlaniu w siebie odpowiedniej ilości trunków, nie znudzili się, tylko założyli, że jeden z nich zjedzie po schodach. No i zjechał parę pięter w dół, przy okazji po drodze "rozjeżdżając" sąsiada/sąsiadkę, który został po opatrzeniu na ostrym dyżurze odwieziony do psychiatryka. Pamiętam jak się śmialiśmy przy czytaniu tej wiadomości.
Dodaj nową odpowiedź