Cyganie mszczą się na żołnierzach.
Nie zauważyłem [...] bardzo
popularnej legendy krążącej wśród żołnierzy służby zasadniczej (aktualnie legenda ta już wymarła, bo
ZSW została zniesiona). [...]
Celem tej legendy było zwiększenie czujności żołnierzy odbywających służbę wartowniczą. Jej wersji
jest wiele i najczęściej wiążą się z gwałtem dokonanym przez żołnierza na młodej dziewczynie. Oto
przykład najpopularniejszej z nich.
Pewnego razu żołnierz odbywający służbę wartowniczą zwabił na teren jednostki młodą Cygankę, którą
zgwałcił. W nocy cyganie uzbrojeni w noże i maczety wyrżnęli całą wartownię oraz śpiących żołnierzy
na posterunkach.
Historia ta była już opowiadana „za komuny”. Ja odbyłem służbę wojskową w 2007 roku i nadal była ona
opowiadana. Istnieją jeszcze wersje z atakiem na wartownika, postrzeleniu go lub o wartowniku
strzelającym do kolegi z kompanii, który udawał się na „lewiznę”. Bardzo często żołnierze udający
się na przepustki mieli nie chodzić do miejskich parków, ponieważ kiedyś jakiś żołnierz zgwałcił i
zabił jakąś dziewczynę i teraz żołnierze nie są tam lubiani. [1]
Możliwe, że to faktycznie popularna legenda, przynajmniej w kręgach
wojskowych. W internecie znalazłem trzy przytoczenia tej opowieści, na przykład:
[...] Kraza legendy, ze kiedys wymordowano cala warte, spytajcie
kogo chcecie to wam powie. Podobno jakis zolnierz zgwalcil dziewczyne,
cyganke? sam nie wiem. Wiem tylko tyle, ze na miasto radze wychodzic w
cywilkach. [2]
W innej wersji „grupa cyganów” miała wykastrować wartowników, w tej
samej dyskusji przytoczono też bardziej klasyczny wariant:
U nas Cyganie nożami przed laty "zaciachali nożami" całą wartę za to
że jeden z żołnierzy miał "coś" z jakąś Cyganką...Rodziny dostały
metalowe trumny. [3]
W końcu opowieść przytoczono też przy okazji dyskusji o...
legendzie o zabójcy na tylnym
siedzeniu [4].
Wygląda to na historię „ku przestrodze”, choć do końca nie wiem,
jaki jest morał: „nie opuszczaj stanowiska wartowniczego”? „nie
gwałć Cyganki”?
Serio mówiąc, jestem ciekaw, jak stara jest ta historia.
inne cygańskie zemsty
Motyw cygańskiej zemsty jest na tyle nośny, że pojawia się też w innych historiach, oto opowieść podesłana przez czytelnika atrapy.net [5]:
Będzie to historia którą usłyszałem około 30 lat temu od swojego
ojca.
Kiedyś kierowca samochodu ciężarowego zabrał ze sobą na trasę
podczas wakacji swojego kilkuletniego syna. Jadąc trasą przy lesie
napotkali opodal odpoczywający tabor cygański, które kiedyś
wędrowały po Polsce. Z taboru tego wybiegł pod koła ciężarówki
mały chłopczyk-cygan. Kierowca potrącił go. Kierowca zatrzymał się na
poboczu. Wziął dziecko na ręce, zatrzymał nadjeżdżające auto i udał
się szybko do szpitala, aby ratować chłopca-cygana. Swojemu synowi
powiedział,aby pilnował ciężarówki i że niedługo wróci, gdy tylko
lekarz zbada małego. Po powrocie kierowca chciał wszystko opowiedzieć
cyganom, że potracił niegroźnie chłopca i umieścił go w szpitalu.
Jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Ot kilka niegroźnych
zadrapań i siniaków. Po powrocie jednak zastał głowę odciętą swego
syna na masce ciężarówki jako cygańska zemsta. Doznał szoku i
rozjeździł tabor cygański kołami ciężarówki.
Nie udało mi się wyszperać tej historii w internecie, chyba zakończyła swój żywot. A może się mylę?
przypisy
[1] e-mail z 4 listopada 2009
[2] wypowiedź anonimowego
internauty na Forum Życie Dziewczyny Wojaka
w wątku JW 1954 Ostróda :),
8 sierpnia 2006,
http://www.kobietymonu.fora.pl/jednostki-wojskowe,1/jw-1954-ostroda,67.html,
data dostępu: 7 listopada 2009
[3]
wypowiedź internauty „osman” na forum magazynu „Odkrywca” w wątku
Jednistki kryminalistów w LWP ?,
26 stycznia 2009,
http://www.odkrywca-online.pl/pokaz_watek.php?id=343481,
data dostępu: 7 listopada 2009
[4]
wypowiedź internauty „WebLion”
na Forum Klub Internautów w wątku
Historia pewnej pani...,
8 grudnia 2008,
http://klub-internautow.pl/index.php?topic=957.0,
data dostępu: 7 listopada 2009
[5] e-mail z 4 grudnia 2010
cygańska zemsta.
No tak. Służąc w armii w latach 1988-90. też to słyszałem. Opowiadano nam, że zdarzenie miało miejsce na wartowni w Dywitach k/Olsztyna, gdzie pełniliśmy służbę wart.
kultowa legenda wojskowa, czyli żołnierz z miarką.
W czasach obowiązkowej służby wojskowej po koszaarach krążyła, jako autentyk, taka oto opowiastka:
Do jednostki przybył, wraz z wieloma innymi, nowy żołnierz. Człowiek ten prawie niczym się nie wyróżniał, poza jednym szczegółem: miał ze sobą przymiar (zwijany?, składany?), którym mierzył wszystko, co miał pod ręką, czy koło siebie. W trakcie zajęć- mierzył co podpadło. W czasie wolnym - mierzył okna i drzwi na pododdziale. I tak cały czas.
w końcu wysłano Go na badania do psychiatry, gdzie delikwent zmierzył lekarzowi biurko, szafę, gabinet, i.t.d.,nie potrafiąc wyjaśnić, dlaczego to robi. Twierdził, że coś mu każe.
Koniec końców uznano faceta za świra i zwolniono ze służby. A ten zmierzył chodnik, ulicę wyjściową, sprawdził wymiary płytek chodnika, w końcu stanął w bramie jednostki. Zmierzył ową bramę wzdłuż i wszerz, po czym zakrzyknął:
- K....A!!, TEGO WYMIARU MI BRAKOWAŁO!
Po czym z rozmachem wyrzucił swój przymiar, i pobiegł do domu.
Nikt Go w tej jednostce więcej nie zobaczył.
Fajne, co? Wczasie służby słyszałem to parę razy od kilku ludzi.Może ktoś jeszcze to słyszał? :) Pozdrawiam. Piotr D.
wymordowanie wartowni
Możliwe, że jest to mutacja zdarzenia, które rzeczywiście miało miejsce w wojsku - w 1990 roku w WSO w Zegrzu miał miejsce tragiczny wypadek - podchorąży na warcie zabił 3 swoich kolegów, a następnie popełnił samobójstwo. Powodem najprawdopodobniej była tzw. fala (nie wytrzymał psychicznie).
Bywa chyba czasami, że
Bywa chyba czasami, że legenda miejska "interferuje" z rzeczywistymi wydarzeniami... Może było i tak w tym wypadku, ale sama opowieść jest na pewno starsza niż to wydarzenie.
Cygańska zemsta
Pisałem już o tym więc trochę sprecyzuję. Wspomniana warta miała miejsce gdzieś tak późną jesienią 1989. Dowódca warty zrobił nam odprawę i opowiedział właśnie tą historię, zaznaczając że miało to miejsce "w zeszłym roku". Czyli jednak nie od 1990-tego, a już wcześniej "wzmaganie czujności" było stosowane przez przełożonych wart.Zadziwia fakt, że przetrwało tak długo.
A wypadki na wartach zdarzały się ,niestety, częściej niż można by sądzić.
Moj tata sluzyl w okolicach
Moj tata sluzyl w okolicach 81 roku i opowiadal mi podobna historie tylko, ze tam cyganie zaciagneli wojaka przy warcie i utopili w pobliskich bagnach
Cyganie i nie tylko
Ja słyszałem od ojca o tym, że kiedy stacjonował podczas ZSW w Łodzi na ul. Pryncypalnej, to wszyscy żołnierze mieli nakaz wracać do jednostki z przepustek przed zmrokiem, bo w okolicy mieszkali Cyganie i czasem któryś żołnierz zwyczajnie nie docierał pod bramę, mimo że koledzy widzieli go idącego do jednostki. Rzekomo znikali właśnie w odwecie za to, że kiedyś grupa pijanych mundurowych na przepustce pobiła młodego Cygana na śmierć. Ale to było dawno (lata '60) i też wg ojca kursowało to jako żartobliwe zastraszanie niesfornych przepustkowiczów przez ich przełożonych.
Inną ciekawostką, nie wiem, czy legendą nazwać to można, bo słyszałem to zaledwie od trzech osób, jest komisja lekarska dla przedpoborowych. Otóż, kiedy nadszedł czas, że i mnie wezwano na moją pierwszą komisję lekarską wyznaczoną przez WKU, usłyszałem od kumpla taką opowieść:
Kiedyś w Łodzi na al. Politechniki w budynku urzędu miasta rezydowała wojskowa komisja lekarska. Rzekomo jeden z chłopaków, mimo że przed wejsciem do sali z lekarzami kazdy miał obowiązek rozebrać się do majtek, wszedł w płaszczu, pod którym był nagi. Na oczach lekarzy wyciągnął młotek i dziewięciocalowy gwóźdź. Wbił gwóźdź w ścianę i powiesił na nim płaszcz mówiąc: "no to badajmy, co tam trzeba". Miał po tym wyczynie dostać kategorię "E".
Słyszałem tę historię w życiu w podobnej wersji jeszcze od dwóch innych osób nieznających się wzajemnie. Zawsze dotyczyła tej łódzkiej komisji w tym konkretnym miejscu, ale sama historia wydaje się nieprawdopodobna.
komisja wojsk.
Na komisjach wojskowych działy się różne rzeczy. Znałem gościa, który zapytany przez lekarza wojskowego o znaki szczególne, tudzież tatuaże odpowiedział:
- Mam. Narciarza wytatuowanego na plecach.
- Proszę pokazać- lekarz na to.
Gość odwraca się plecami do lekarza.
- Panie, przecież tu nic nie ma !
- O k...a, chyba już zjechał - Marek na to.
Jednak mimo "świrowania" wspomniany kolega do armii trafił. A jego numer z narciarzem przeszedł do legendy wśród znajomych z okolicy. A może to w ogóle legenda? Kto jeszcze słyszał o narciarzu na plecach?
Słyszałem bardzo podobną
Słyszałem bardzo podobną historyjkę z tą komisją poborową. Tylko delikwent miał zamiast gwoździa ogromny nóż, który oczywiście wbił w ścianę i na nim powiesił płaszcz. Dodam że chodzi o Jelenią Górę, czyli opowieść ma dosyć duży zasięg.
cygańska zemsta
Kilka lat temu (w 2006 roku) słyszałam od kolegi podobną historię o żołnierzach MW z jednostki w Ustce - marynarze zgwałcili na dyskotece dziewczynę za co miejscowi mieli się mścić.
Od innego słyszałam o całkiem realnych napadach na marynarzy z Ustki czy Helu.
Bo to akurat prawda tylko,
Bo to akurat prawda tylko, że nie na dyskotece. A łatwo to można sprawdzić pytając miejscowych, wiele osób wie o kogo dokładnie chodzi. Miejscowi mają racje, żołnierze ZSW w Ustce to ciule i nic więcej.
Cyganie
Ciekawe dlaczego akurat Cyganie? Przecież "miejscowi" mogli tez się zemścić. Odrobina egzotyki, żeby miejską legendę ożywić? Zczysto literackiego puntu widzenia- przykład orientalizmu.
Może to kwestia uprawdopodobnienia- wiadomo te krwawe, mordercze bestie o innym pochodzeniu, kolorze skóry,obcy.
sporo analogii
mieszkam w WLKP ale znajomy sluzyl gdzies na morzem i tam krazyla ta historia w nieco innej wersji:gleboka komuna>przepustka>gwalt na cygance>odwet tylko na winowajcy kiedy byl na warcie> i perelka: garnizon po cichu wyzyna caly tabor cyganski. oczywiscie nie wiadomo kto ich wymordowal
Dodaj nową odpowiedź