Podsłuchujemy internetowy głuchy telefon: listy łańcuszki, miejskie legendy, pogłoski, mistyfikacje, faktoidy, owcze pędy i koty w butelkach.

bezstresowe wychowanie


Pasażer uciera nosa matce rozkapryszonego, „wychowywanego bezstresowo”, dziecka

Na temat bezstresowego wychowania krąży w Lublinie ponoć autentyczna historyjka:

stoi sobie w trolejbusie pan, obok niego siedzi kobieta z dzieckiem na kolanach; tłok oczywiście spory; a dzieciak ze swoistym zacięciem w oczach - kop! w nogę stojącego pana; on się nie odezwał myśląc że to pomyłka, a tu znów: kop! w jego nogę i bezczelny uśmiech dzieciaka; na to zbulwersowany pan normalnym głosem: nich pani skarci syna, on kopie mnie celowo w nogę. na to kobieta: nie skarcę, wychowuję dziecko bezstresowo. mężczyzna zachował stoicki spokój, odsunął się po prostu od niesfornego dzieciaka; trolejbus staje na przystanku, obok kobiety z dzieckiem wstaje dryblas-student do wysiadania ale zanim wysiada - wyjmuje z buzi zżutą gumę, przykleja do czoła kobiety i mówi: "wie pani, ja też byłem wychowany bezstresowo" i wychodzi. kobieta czerwona jak burak milczy bo cóż ma powiedzieć... [1]

Środek transportu się zmienia:

Dziś koleżanka opowiedziała mi autentyczną historię, której świadkiem była jej siostra:

W autobusie stała matka z około 5-6 letnim dzieckiem. Dzieciak bezczelnie kopał współpasażerów po kostkach. Ludzie dosyć poirytowani w milczeniu wymownie spoglądali na ową panią. Ona - w odpowiedzi na przeszywające spojrzenia rzekła: 'musicie państwo wybaczyć, ale wychowujemy dziecko bezstresowo'. Na którymś z kolei przystanku, wysiadający już z autobusu tortur - 'punk' wyjął z buzi gumę i wkleił szkodnikowi we włosy oraz z szerokim uśmiechem uświadomił panią-matkę: 'ja też byłem wychowywany bezstresowo'. [2]

w II klasie pociągu pospiesznego w jednym przedziale siedziało 2 studentów (rozmawiali o kolokwium), młoda dziewczyna, starszy pan czytający wyborczą, starszy pan patrzacy w okno oraz wymalowana, swietnie ubrana i czytajaca "kosmopolitana" kobieta, obok której siedziało jej dziecko ( 5-6 lat). Dzieciak strasznie rozrabiał, krzyczał, śpiewał, kopał po nogach pasażerów, histeryzował, ogólnie mówiąc bardzo wszystkich wkurzał, a jeszcze bardziej wkurzające było to, że jego matka wogóle nie reagowała. W końcu student nie wytrzymał i zwrócił uwagę matce na zachowanie dziecka, na co ona opryskliwie mu odpowiedziała, że to przecież dziecko, taakie żywiołowe i ona stara się go bezstresowo wychowywać, nie zwraca mu uwagi i nie stosuje kar cielesnych....bo pewnie z tego wyrośnie. Ale dzieciak był coraz bardziej wkurzający uderzał ręka w gazetę starszego pana,kopał w śmietnik, pokazywał język studentom, cos tam spiewał...no wkurzał fest, a matka nic,,, jadła jabłko i czytała "kosmopolitana....."Pociąg zatrzymał sie w Tczewie, student wstał wyjął gumę z ust i przykleił do czoła zdezorientowanej matce....ta w ryk, aż jej jabłko spadło, a student:"proszę pani ja też byłem bezstresowo wychowywany... [3]

Bezstresowe wychowanie dotarło do Londynu:

na tylnym siedzeniu w autobusie siedzi matka z 7-8 letnim synkiem. naprzeciwko synka siedzi kobieta (zwrócona twarzą do dzieciaka). synek co chwile wymac✸✸✸e nogami i kopie kobietę, matka widząc to nie reaguje na to wogóle. wreszcie kobieta zwraca uwagę matce, żeby ta powiedziała coś synowi a matka do niej: nie mogę, bo wychowuję syna bezstresowo!!! ...chłopak, który stał w pobliżu i widział i słyszał całe to zajście wypluł z ust gumę do żucia i przykleił matce na czoło i powiedział: ja też byłem bezstresowo wychowywany... autentyczny przypadek w londyńskim autobusie (a tym co przykleił matce gumę na czoło był chyba nawet młody Polak) [4]

Czasami opowiadane po prostu jako żart, dowcip:

Przypomniał mi się taki żart:

W autobusie siedzi mamusia z dzieckiem, które kopie sąsiadów, pokazuje język, pluje itp. Uwagę zwraca starszy pan, ale mamusia broni dziecka

- Ja wychowuję synka bezstresowo!-

Nagle wstaje młody chłopak wypluwa gumę do żucia i przylepia ją do nosa tej kobiety.

- Co pan robi!- krzyczy kobieta

- Wie pani ja właśnie jestem wychowany bezstresowo... [5]

podobne legendy

przypisy

[1] wypowiedź internautki „dorota”, 27 grudnia 2004, http://www.kafeteria.pl/namarginesie/obiekt.php?id_t=130

[2] 8 kwietnia 2008, londynska.blog, http://londynska.blog.onet.pl/2,ID308994996,DA2008-04-08,index.html

[3] wypowiedź internauty „Simon”, 25 marca 2006, http://www.forum.tcz.pl/viewtopic.php?p=1578&sid=52c75e357863556f0751f56cc687bf92

[4] wypowiedź internautki „maria z londynu”, 30 maja 2008 http://www.niezalezna.pl/index.php/article/show/id/2750

[5] Beata Truszkowska, 11 kwietnia 2008, http://www.profeo.pl/board/topic/5935/bezstresowe-wychowanie.html

bezstresowe wychowanie

słyszłam to w 2002 czy 2003 roku w Olsztynie, ale że sporo tam studentów więc dokładnie nie wiem skąd przywędrowało, opowiadała koleżanka z ciechocinka, której to chłopakowi opowiadał jego kolega, ale juz nie wiem niestety skąd był... wersja że działo się to w Polsce w autobusie...

w latach 90' już była opowiadana ta historia

Ja ją pierwszy raz usłyszałam od nauczycielki w szkole podstawowej. To był chyba 1996-1997... czyli jest stara jak świat;P... ale bardzo mi się podoba:) ładnie uciera nosa "bezstresowemu wychowaniu", które okazało się chybionym pomysłem pedagogów.

Pierwszy raz uslyszalam to

Pierwszy raz uslyszalam to historyjke, jako dowcip na poczatku liceum - gdzies w okolicach 92-93 roku. Potem szybciutko, bo w ciagu roku, mniej wiecej, wrocilo to do mnie jako autentyk minimum dwukrotnie.
Osobami dramatu byly: matka z dzieciem oraz, kolejno, mlodzieniec, student, starszy, wnerwiony pan. Akcesoria - wierzgajace kopytko dzieciecia, noga/reklamowka/teczka ofiary oraz guma na czole mamy/guma we wlosach dzieciecia/soczyste spluniecie w oko mateczki.

Potem slyszalam ta historie wielokrotnie, w roznych konfiguracjach, jednakowoz dziecina zawsze byla lat 4-6, wychowywana bezstresowo, podroz odbywala sie komunikacja publiczna (najczesciej miejska)a dziecie niezmiennie wierzgalo kopytem. Jedyne zmiany dotyczyly faktu, czy reakcja nastepowala ze strony skopanej ofiary czy innego Robin Hooda. Najczestszym rekwizytem uzytym do obezwladnienia mateczki byla guma do zucia. Ale spotkalam sie tez z flegma w oko, ciastkiem czekoladowym wcieranym we wlosy mateczki, oraz (raz!) przezutym jablkiem.

Ostatnie spotkanie z legenda - wczoraj. Podana jako autentyk! :) przez mlodziez w wieku studenckim.

W autobusach i na przystankach...

W autobusach i na przystankach dzieją się różne rzeczy.
Stan wojenny. W krakowskim tramwaju dwóch studentów opowiada sobie dowcipy o milicjantach. Pada oczywiście pytanie: "Dlaczego milicjanci nie jedzą kiszonych ogórków?" "Bo im łeb do słoika nie wejdzie! he, he, he, he." Na to odzywa się siedzący obok z elegancką panią dzieciak: "Mamo, przecież tato je kiszone ogórki!" Pani poczerwieniała, bo ludzie zaczynają się podśmiewać, lecz mało tego, bo siedzący obok pasażer komentuje: "Chyba z beczki...".
Mało komu udało się ukryć śmiech.A pani, czerwieńsza od świeżych buraczków, wraz z dzieckiem zmyła się szybko na najbliższym przystanku.
Słyszałem to dość dawno od kolegi /podobno świadka zdarzenia/, ale mam podejrzenie że to... kawał??? Bo taki dowcip o milicjantach i kiszonych ogórkach wtedy kursował.

Znam to jako zart/dowcip.

Znam to jako zart/dowcip. Jestem przekonany ze wiele osob wlasnie tak to pierwszy raz slyszalo i opowiadajac przeksztalcalo w prawdziwa historyjke.

Mam koleżankę, która

Mam koleżankę, która twierdzi, że była świadkiem takiego wydarzenia i potem je opisała w internecie. Stąd ta historia miała zacząć krążyć po Polsce ;)

Hmm, ja to słyszałem jako

Hmm, ja to słyszałem jako autentyk. Co więcej wskazana była konkretna osoba jako ten "plujący" (uczeń liceum a nie student). Byłoby bardzo dziwne, gdyby to była legenda, bo osobę opowiadającą znam aż nadto dobrze (rodzina, nie chcę podawać szczegółów), bohatera wprawdzie nie znam osobiście, ale też znam jego rodzinę. Niestety nie pamiętam środka transportu (na pewno nie trolejbus). Wreszcie czas i miejsce - na pewno Łódź, co do czasu to w grę wchodzi okres lat 90-94 (z uwagi na pozostałe okoliczności znane mi z tego opowiadania, szczególnie osoby plującego).

Później tą samą historię słyszałem zarówno jako bliżej nieokreśloną anegdotkę (znajomy znajomego widział w autobusie...) jak i jako niezależny dowcip. Jednak wersja pierwsza była naprawdę dokładna i z mojego punktu widzenia z pewnego źródła.

Pozdrawiam

portret użytkownika Filip Graliński

No właśnie na tym polega

No właśnie na tym polega potęga legend miejskich - wierzymy znajomym, którzy z kolei swoim znajomym... nawet niekoniecznie dali się nabrać, ale przez pomyłkę coś źle zrozumieli. Jestem ciekaw, co by opowiedziała ta "konkretna osoba". Jako badacz legendy miejskiej byłbym bardzo szczęśliwy, gdybym odnalazł źródło opowieści :) ale na 99,9% to tylko kolejne ogniwo w łańcuchu opowiadaczy.

Żeromski

Przywodzi mi to na myśl scenkę z Przedwiośnia Żeromskiego. Ta sama sytuacja, tylko sto lat temu - niesforny dzieciak, powóz, pasażer naprzeciwko któremu chłopczyk czyni złośliwości - tylko że matka była zakłopotana zachowaniem synka, a bohater każe zatrzmać powóz, wyciąga chłopaczka i daje mu solidne lanie. No i ani słowa o wychowaniu bezstresowym.

portret użytkownika Filip Graliński

Widać przewagę wychowania

Widać przewagę wychowania stresowego :)

Och, ale jest różnica

Och, ale jest różnica pomiędzy wychowaniem bezstresowym, a brakiem wychowania, nieprawdaż?
Jednakowoż sama słyszałam kilka razy tę "autentyczną" historię :D

Tak wogóle to pojęcie

Tak wogóle to pojęcie "bezstresowego wychowania" rozumianego jako permysywizm pochodzi z legendy miejskiej - jednej z niewielu sukcesów propagandy PRL. W latach 80 i 90 wielu ludzi wierzyło, że za oceanem zapanowała moda na tego typu wychowanie, że poważni "amerykańscy naukowcy" to zalecają. W dyskusjach było to zwykle sposobem na usprawiedliwianie bicia własnych dzieci na zasadzie fałszywej dychotomii.

Ja, moja matka oraz moja

Ja, moja matka oraz moja babcia (lecz nie matka mojej matki) byliśmy świadkami podobnej sytuacji z tym, że dziecko wrzeszczało bo nie podobało mu się to, iż ludzie zajmują siedzenia również z tyłu autobusu (gdzie byli m. in. oni oraz my). Tłoku nie było (przynajmniej w mojej ocenie). Miejsce siedzące zajmował ten kto chciał - nawet kila pozostawało wolnych (zarówno z przodu jak i z tyłu pojazdu). Mały chłopiec chciał chyba aby cały tył autobusu był dla niego. Jego matka (bo zakładam, że to była matka ;p) na początku zwracała mu uwagę ale potem przestała reagować na krzyki synka. Po pewnym czasie młody facet (mniej więcej w moim wieku – 19 lat) wysiadając z autobusu przykleił na matce na czole gumę i rzucił znanym nam tutaj tekstem o bezstresowym wychowaniu.

Wg mnie trudno tutaj mówić o „miejskiej legendzie”. Nie jest trudne znaleźć się w podobnej sytuacji. Matki mają problem z małymi dziećmi wszędzie. Zagadką pozostanie tylko gdzie taka sytuacja miała miejsce po raz pierwszy. To taka sama tajemnica jak różne nagrania dźwiękowe oraz filmiki krążące po sieci więc wg mnie trudno dociec prawdy. Ja również mógłbym tak zareagować wyczekując sytuacji w które matka nie będzie interesowała się tym, że dziecko biega po np. tramwaju kopiąc przy tym pasażerów (dzięki czemu pojawiło by się w Internecie jeszcze kilka dodatkowych opisów tej historii autorstwa świadków tego zdarzenia ale przecież nie o to tutaj chodzi).

portret użytkownika Filip Graliński

A kiedy i gdzie miało to

A kiedy i gdzie miało to miejsce? Podejrzewam, że ów "młody facet" znał legendę miejską, czyli że w tym przypadku życie naśladowało fikcję. No i legenda "bezstresowe wychowanie" wymaga, żeby matka powiedziała, że dziecko było wychowywane bezstresowo :)

Wrzeszczące dziecko można

Wrzeszczące dziecko można spotkać wszędzie - to naturalne, że dziecko próbuje krzykiem wymusić co to chce. Matka słusznie przestała reagować, bo to najlepszy sposób by nauczyć dzieciaka, że wrzeszcząc nic nie osiągnie. Za to chłopak to debil, bo matka nikogo nie uraziła, a dzieciak krzywdy nie robił. Tu nie chodzi o bezstresowe wychowanie tylko o sposób by nauczyć czegoś dzieciak - ignorowanie takich wybryków jest skuteczniejsze niż lanie. Oczywiście gdyby dzieciak kogoś bił, kopał to co innego

bezstersowe wychowanie

pierwszy raz słyszałam te historyjkę w Warszawie we wczesnych latach 80. lub nawet pod koniec 70. Oczywiście opowiadana była przez "naocznego świadka". Różniła się od przytoczonych tylko tym, że "karcący" mamusię młody człowiek napluł na swój bilet, który następnie przykleił jej do czoła, wygłosił komentarz i wysiadł z tramwaju.

Wiele lat temu w Panoramie

Wiele lat temu w Panoramie Legnickiej wydarzenie było opisywane jako autentycznie mające miejsce w autobusie legnickiej komunikacji miejskiej, w linii "22" relacji Legnica Dw. PKP - Złotoryja Hoża Szpital.

Wersja częstochowska

Ja jestem z Częstochowy i słyszałam podobną historię - wszystko to samo - dzieciak 5 - 7 lat, niereagująca mamusia, tylko reakcja współpasażera, młodego chłopaka nieco inna. Otóż chłopak, gdy autobus/tramwaj się zatrzymuje, chłopak mówi, że też był wychowywany bezstresowo, wali mamusię w pysk i ucieka.

Dziś w autobusie

Dziś w autobusie słyszałem tą historię, oczywiście jako oryginał :)

slyszalam to od kolezanki,

slyszalam to od kolezanki, jako autentyczna historia, w 2000 lub 2001 roku

bezstresowe wychowanie

o te historie slyszalam po raz pierwszy w gdansku na poczatku lat 80 - miejscem akcji byl autobus, bohaterowie: mamusia, synek, mlody wspolpasazer, reszta jak w przytoczonych opowiesciach, ale najlepsze jest to, ze uslyszalam te opowiesc w zeszlym roku, czyli 2008 r., w Hannoverze, opowiedziana w jezyku niemieckim przez rodowitego Niemca, oczywiscie jako "najprawdziwsza prawde" czyli jego znajomy ma znajomego,ktorego znajomy (itd.) jechal autobusem (albo tramwajem - nie pamietam) oczywiscie w Hannoverze i w tymze srodku lokomocji siedziala mamusia z synkiem, ktory kopal po nogach wspolpasazera siedzacego naprzeciwko, w odpowiedzi na prosbe o zwrocenie dziecku uwagi odpowiedziala, ze nie bedzie dziecka do niczego zmuszac, bo wychowuje je bezstresowo no i dalej jak w polskiej opowiesic: guma do zucia, czolo
czy jest to w takim razie , ze tak powiem "europejska miejska legenda" czy tez zostala przywleczona do Niemiec przez Polakow?

Usłyszałem to jako

Usłyszałem to jako autentyczną historię w połowie lat 80-tych, od mojej studiującej kuzynki. Swiadkiem zdarzenia była jej serdeczna koleżanka, jeszcze z liceum.

Też słyszałam tę

Też słyszałam tę historię od kogoś kto podobno zna naocznego świadka. Woj. podkarpackie, jakiś rok - dwa lata temu.
Wydaje mi się (lecz głową nie ręczę), że historię tę któraś z polskich, współczesnych pisarek wykorzystała w swojej książce. Niestety nie pamiętam która.

"wymac✸✸je" :D

"wymac✸✸je" :D

Już Żeromski w "Ludziach

Już Żeromski w "Ludziach bezdomnych" (rozdział "Niesforny Dyzio") przedstawił tego typu sytuację. Pozwolę sobie wspomnieć, że mnie również przytrafiła się podobna przygoda:

W marcu 2009 roku jechałem pociągiem osobowym z Wałbrzycha do Wrocławia. Był to akurat pociąg typu "tramwajowego" tzn. bez przedziałów, krzesła znajdowały się po obu stronach wagonu. Kilka rzędów przede mną siedziała dama z kilkuletnim diablęciem. Wrzeszczało, przeszkadzało współpasażerom, brudziło itp. Obserwowałem to ze stoickim spokojem, dopóki bachorzątko nie zaczęło bawić się szalem siedzącej obok staruszki.

Wtedy wstałem z miejsca i podszedłem do wyrozumiałem mamusi. Prezentowałem się dość groźnie (skórzana kurtka, niezbyt sympatyczna buzia, jadowicie stylizowany głos) i odezwałem się do niej w te słowa: "Albo uspokoi Pani swoje dziecko, albo ja je uspokoję. I Panią przy okazji."

Efekt był natychmiastowy: Kobiecina struchlała i ostro przywołała swoją latorośl do porządku. Po wszystkim usłyszałem jeszcze jej przestrogę: "Cicho, bo przyjdzie ten straszny pan i nas zabije". Oczywiście blefowałem, ale cóż za wynik :D

Później podeszła do mnie staruszka z szalikiem i podziękowała mi :)

Metodę radzenia sobie z takimi dziećmi zawdzięczam Żeromskiemu ^^

Tu jest podobna

Tu jest podobna historia:
http://wezsietato.pl/1702#comments

Też od razu skojarzyłem z

Też od razu skojarzyłem z Żeromskim, tam niesforny Dyzio dokazuje przez jakiś czas by na końcu zostać przełożonym przez kolano Tomasza Judyma.

portret użytkownika Filip Graliński

Rzeczywiście, są pewne

Rzeczywiście, są pewne podobieństwa: niesforne dziecko, akcja w - powiedzmy - środkach komunikacji publicznej, pasażer karzący dziecko. Jest jednak zasadnicza, "strukturalna" różnica - doktor Judym nie stwierdził, że też był wychowywany bezstresowo...

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Wulgaryzmy są wygwiazdkowywane.

Więcej informacji na temat formatowania

design by Stainless Design