Znajomy znajomego obudził się w wannie bez nerki? Porwała go czarna
wołga? W jego podniebienie wbił się szczurzy pazur? Te „podobno
autentyczne” opowieści i inne legendy miejskie prosimy zgłaszać
na adres legendy@atrapa.net
lub wpisywać na forum dyskusyjnym.
Cze! Hi!
Nie ignoruj tego listu. Jest to prastary łańcuszek szczęścia. Pierwszy
w tym łańcuszku list został napisany przez mnicha z klasztoru kapucynów
bosych w Tyńcu, któremu objawiła się święta Esmeralda i przemówiła do
niego w te słowy: - Oto ja, Służebnica Pańska, mówię do ciebie, Antoni,
wstań i pójdź za głosem mym! Jest tu ze mną mój syn, któren z prawego łoża
jest począt i z trzewi Jana jego korzeń ku światłu wyrasta. Jak nie
wierzysz, to wsad palec w jego ranę! Masz mi tu zaraz, Antoni, wysłać do
braci i sióstr swych pięćdziesięciu listy, w których oznajmisz im, że
jedyny ratunek dla świata w różańcu! Przeto odmawiać go należy najmniej
trzy razy dziennie na czczo, raz o jutrzni, przede obiadem i przede
wieczerzaniem, aby tym łacniej myśli swe ukierunkować ku Panu w różańcu. W
różańcu siła! Bo jak tego nie zrobisz, to ogrom klęsk na twoją głowę
spadnie (Bozia ci łeb up✸✸✸✸✸li przy samej d✸✸ie).
NIE IGNORUJ TEGO LISTU I POTRAKTUJ GO BARDZO POWAŻNIE!!!
Niejaka Jadwiga O. dostała taki list i nie wysłała go w czas. Wkrótce
potem doznała udaru mózgu w zimie. Trzeba wspomnieć, że tydzień wcześniej
badała się w ośrodku zdrowia w Postoliskach i lekarz nie wykrył u niej
śladów żadnej choroby oprócz płaskostopia i kołtuna.
Ale na szczęście zdecydowała się wysłać 50 kopii tego listu do swoich
psiapsiułek z Kółka Żywego Różańca i zaraz potem wycielił jej się
600-kilowy byk.
Mazurek A. niosąc konwię z mlekiem krowim, żeby oddać je do samochodu
cysterny ze ssawą, zauważyła, że jej coś w bańce bulboni. Pomyślała, że to
gad. Otworzyła bańkę. Ze zgrozą zobaczyła, że jej się mleko zwarzyło.
STRACIŁA PIENIĽDZE! Wtedy se przypomniała, że nie wysłała listów. W te
pędy ruszyła ku obejściu i zaczęła pisać. Rychło po ich wysłaniu spotkało
ją szczęście wielkie: znalazła grzebień i gumkę do włosów.
Panu S. Więchowi padł koń w godzinę po tym, jak otrzymawszy łańcuszek
szczęścia, roześmiał się i rzucił list do węglarki. Zobaczywszy jednak
nieszczęście w stajni w te pędy wydobył go spośród miału i otrzepał
troskliwie. Kiedy porobił kopie i rozesłał je, odbiło mu się smacznie
kotletem mielonym.
WIDZISZ WIĘC, ŻE DLA SWOJEGO WŁASNEGO DOBRA MUSISZ TEN LIST POTRAKTOWAĆ
BARDZO POWAŻNIE I W CIĽGU DWÓCH DNI ZROBIĆ 50 JEGO KOPII I WYSŁAĆ JE DO
TWOICH PRZYJACIÓŁ, KTÓRZY, JAK SĄDZISZ, POTRZEBUJĄ SZCZĘŚCIA
OSOBA ŻYCZLIWA
komentarz
Łańcuszek pochodzi ze strony poświęconej "Dramatowi Piotra". Nie
pytajcie mnie, o co w tym wszystkim chodzi.
Najbardziej mnie rozbawiło
Tekst jest bardziej bezsensowny niż potrzeba. Najbardziej mnie rozbawiło ‘kapucynów bosych’ zdaje się są tylko karmelici z taką nazwą http://www.zgapa.pl/zgapedia/M%C4%99skie_katolickie_zakony_i_zgromadzeni...
Dodaj nową odpowiedź