Znajomy znajomego obudził się w wannie bez nerki? Porwała go czarna
wołga? W jego podniebienie wbił się szczurzy pazur? Te „podobno
autentyczne” opowieści i inne legendy miejskie prosimy zgłaszać
na adres legendy@atrapa.net
lub wpisywać na forum dyskusyjnym.
Od Piotra Milewskiego otrzymałem skany bardzo ciekawego listu [1]:
„Niezwykła woda”
Przekazujemy ludziom prostą i sprawdzoną metodę odzyskiwania
utraconego zdrowia. Zachorowałem na zapalenie nerek i gruczołu
krokowego. Zostałem przyjęty do szpitala i przeleżałem ponad dwa
miesiące. Gdy zaproponowano mi operację odmówiłem, więc zostałem
wypisany. Powiedziano mi również, że za kilka dni wrócę. Będąc chorym,
w ciągu 9 dni wykonałem urządzenie do wytwarzania „żywej i martwej
wody”. Pierwszą próbę przeprowadziłem na niegojącej się od pół roku
ranie na ręce syna. Rana zagoiła się w ciągu 2 dni. Ja również
zacząłem pić żywą wodę po 1/2 szklanki przed jedzeniem 3 x dziennie. W
ciągu tygodnia po chorobie nie zostało śladu. Zniknęły również bóle
korzonków, obrzęk nóg. Po tygodniowym leczeniu przeszedłem badania w
specjalistycznej klinice. Nie wykryto żadnej choroby, a ciśnienie krwi
wróciło do normy. Przytoczę jeszcze kilka przykładów.
Sąsiadka doznała poparzenia wrzątkiem III stopnia. Do leczenia użyto
żywą i martwą wodę. Oparzenie znikło w 2 dniach. U syna pewnego
inżynier przez 8 miesięcy ropiały dziąsła, a w gardle zrobił się
wrzód. Leczenie medyczne nie dało rezultatu. Zastosowałem leczenie
niezwykłą wodą. Chory 6 x dziennie płukał gardło martwą wodą i
dziąsła, po [nieczytelne] pił 1/4 szklanki żywej wody. Wyleczenie
nastąpiło w 3 dniach.
Przychodzą ludzie z różnymi schorzeniami, woda nie jet szkodliwa. Przy
jej stosowaniu następuje nie tylko wyleczenie, lecz także normalizuje
się funkcjonowanie całego organizmu. Obsłużyłem ok. 600 osób i we
wszystkich przypadkach miały miejsce pomyślne skutki. Skonstruowane
urządzenie pozwala otrzymać „żywą” i „martwą” wodę w dowolnym stężeniu
jonów. Do leczenie stosuje się wodę o następującym stężeniu jonowym:
1. Żywa woda - odczyn zasadowy pH = 11 - kolor mleczny, na dnie tworzy się osad.
W ciągu 5 dni 5 x dziennie płukać gardło martwą wodą, po każdym płukaniu pić 1/4 szkl. żywej wody
W 1 dniu spada gorączka, w 3-dniu wyleczenie
Obrzęk gruczołu krokowego
W ciągu 8-dni 5 x dz. na 20 minut przed jedzeniem pić 1/2 szk. żywej wody
Po 3-4 dniach wydziela [?] się śluz w 8 dzień obrzęk zanika
Bóle w stawach
W ciągu 2 dni 3 x dz. przed jedzeniem pić 1/2 szk. martwej wody
Bóle ustępują w 1 dzień kuracji
Bóle głowy
Wypić 1 x 1/2 szk. martwej wody
Ból ust. w ciągu 30-50 minut
[wycięte kilkanaście innych chorób i dolegliwości]
Ból zęba
Jamę ustną płukać 1xdz. w ciągu 5-10 m. martwą wodą
Jak wyjaśnił w e-mailu Piotr Milewski:
Prawdopodobnie ma [list] ok. 30 lat, pisany ręką mojej Babci. Wiem, że
moja Mama taką wodę przywoziła z Rzeszowa.
List nie jest co prawda łańcuszkiem sensu stricto (nie
zawiera jawnego wezwania do dalszego rozsyłania), wykazuje jednak
pewne podobieństwa do tradycyjnych papierowych listów łańcuszkowych:
był ręcznie przepisywany przez kolejne osoby, opisy przypadków
ozdrowienia przypominają nieco wyliczankę osób uszczęśliwionych
dzięki rozesłaniu łańcuszka św. Antoniego.
Czy „parałańcuszek” dotrwał do epoki internetowej? Okazuje się, że
tak. Udało mi się odnaleźć stronę... producenta urządzenia do
wytwarzania „żywej” i „martwej” wody [2]. Na stronie tej znajdziemy
passus identyczny z początkowym fragmentem przytoczonego wyżej
listu!
Pan Domański uzyskaną przez elektrolizę wodę zastosował w leczeniu
siebie i swoich najbliższych. Najlepsze działanie wody występuje, gdy
połączymy ją z kilkudniową głodówką. Oto kilka przykładów leczenia
tą wodą podanych przez p. Domańskiego.
- W niedługim czasie po przeczytaniu artykułu o właściwościach
niezwykłej wody zachorowałem na zapalenie nerek i gruczołu krokowego.
Zostałem przyjęty do szpitala na oddział urologiczny. Na oddziale
przeleżałem ponad miesiąc i gdy zaproponowano mi operację, odmówiłem.
Zostałem wypisany, powiedziano mi przy tym, że za kilka dni tam wrócę.
Będąc poważnie chorym, w ciągu paru dni wykonałem urządzenie służące
do jej produ-kowania.
Pierwszą próbę skuteczności działania otrzymanej wody przeprowadziłem
na nie gojącej się od ponad pół roku ranie na ręce syna. Skutki
leczenia przeszły wszelkie oczekiwania. Rana zagoiła się w ciągu dwóch
dni. Ja również zacząłem pić żywą wodę, po 1-2 szklanki przed
jedzeniem trzy razy dziennie. Poczułem rześkość. Po tygodniu choroba
stała się wspomnieniem. Zniknęły również bóle korzonków nerwowych i
obrzęk nóg. Przeszedłem badania w Specjalistycznej Poliklinice ze
wszystkimi analizami. Nie wykryto żadnych anomalii, a ciśnienie krwi
powróciło do normy.
- Sąsiadka doznała oparzenia trzeciego stopnia. Do leczenia
wykorzystano aktywizowaną wodę. Oparzenie znikło w ciągu dwóch dni.
- Synowi pewnego inżyniera przez osiem miesięcy ropiały dziąsła, a w
gardle zrobił się wrzód. Zastosowane różne metody leczenia nie dawały
żadnych rezultatów. Do leczenia użyto aktywizowanej wody. W tym celu
chory sześć razy dziennie płukał gardło i dziąsła "martwą" wodą, po
czym pił 1/4 szklanki żywej wody. W ten sposób nastąpiło całkowite
wyleczenie dziecka w ciągu trzech dni.
Kim jest tajemniczy „pan Domański”? O tym mowa we wcześniejszym
fragmencie omawianego tekstu, w którym przedstawione zostały różne
domysły co do genezy wodnej terapii:
Kto odkrył właściwości tej ostatniej [wody żywej] - dziś dokładnie
niewiadomo [sic].
Różne źródła podają różnych "wynalazców". Według jednych odkrywcą
był w latach trzydziestych pewien zakonnik z okolic Lwowa. Inne
źródła podają, że od-krycia dokonano w Instytucie Złóż Naftowych w
Taszkiencie i że w gronie naukowców był również Polak, dr nauk
chemicznych, Adam Mariampolski. Do Polski wiadomość o żywej wodzie
dotarła dzięki p. Domańskiemu z Poznania, który na podstawie opisu w
rosyjskim czasopiśmie "Wynalazca i racjonalizator" ("Izobrietatiel i
Racjonalizator" nr 2 z 1981 r.) wykonał proste urządzenie do
produkcji żywej i martwej wody. Badania prowadzone nad elektrolizą
wody pozwoliły wyodrębnić jej dwie odmiany: kwaśną i alkaliczną.
Okazało się, że ludzie, którzy kąpali się w wodzie poddanej
elektrolizie, lub ją pili - pozbyli się różnych dolegliwości. [...]
Wspomniane w tekście rosyjskie czasopismo „Изобретатель
и рационализатор” istniało (a nawet istnieje nadal [3]),
więc może faktycznie jakiś pan Domański zaszczepił na polskim
gruncie to wielkie osiągnięcie radzieckiej myśli naukowo-technicznej?
Piotr Milewski pisze, że list ma ok. 30 lat, rzekomy artykuł pochodzi
z 1981 roku (28 lat temu), więc mniej więcej się zgadza.
A może dobroczynne właściwości martwej/żywej wody były już znane w Polsce wcześniej?
Na innej stronie anonimowy autor twierdzi, że dowiedział się o
martwej/żywej wodzie w 1978 roku [4]. Podaje też następujące informacje
o pochodzeniu terapii:
Wszystko zaczęło się w Azji, w mieście Taszkiencie. W roku 1972
zespół uczonych, pod kierownictwem prof. dr hab. S. Aliochina,
otrzymał polecenie wynalezienia substancji, która zastąpiłaby drogą
emulsję stosowaną w pracach wiertniczych [...].
Podczas prowadzenia badań [...] podjęto ideę
przeprowadzenia elektrolizy wody w naczyniu, które podzielono przy
pomocy ścianki (membrany) ze specjalnego materiału, na dwie części.
[...] okazało się, że otrzymana ciecz odpowiada wszystkim wymaganiom
stawianym poszukiwanej emulsji. Przy okazji zauważono, że robotnikom,
którzy mieli pokaleczone ręce, rany szybko się goiły, szybciej
znikały oznaki poparzeń słonecznych, zadawnione egzemy. W ten
przypadkowy sposób poznano właściwości lecznicze wody zasadowej.
Nieco później zauważono także właściwości bakteriobójcze wody
kwaśnej.
[...]
Przyspieszenie gojenia się ran, eksperymenty z bawełną itp.
przypominały motywy z bajki o żywej i martwej wodzie, wkrótce wodę
alkaliczną nazwano wodą „żywą”, a wodę kwaśną wodą „martwą”.
Władze byłego ZSSR, widząc duże możliwości wykorzystania wody
aktywowanej, w roku 1973 całą sprawę utajniły. Dopiero w 1981 roku
pojawił się pierwszy artykuł na ten temat w popularnym czasopiśmie
„Wynalazca i racjonalizator” [...]. Artykuł ten wzbudził ogromne
zainteresowanie czytelników, tak więc w kolejnym 15 numerze naukowcy
podali ponad 100 zastosowań jednej i drugiej wody.
Strona przytaczająca te słowa podaje tabelkę 74 chorób i schorzeń
możliwych do wyleczenia dzięki martwej/żywej wodzie oraz 15
zastosowań tych cieczy w gospodarstwie domowym m.in. „Dezynfekcja
jajek, gleby”, „Zmniejszenie osadu w chłodnicach aut”. Ponadto strona
zajmuje się propagowaniem darmowej energii, więc nie przywiązywałbym
się zbytnio do wiarygodności podawanych do wiadomości
stwierdzeń.
W każdym razie fascynacja żywą i martwą wodą nie wygasła, można znaleźć
sporo stron WWW omawiającej jej rzekomo cudowne
własności [5]. Często jest to
tylko jeden ze składników gęstej zupy rozmaitych, nazwijmy to bardzo
delikatnie, „awangardowych” teorii dotyczących wody: magnetyzowanie
wody, technologia „ożywiania” wody Grandera, pamięć
wody [6], odkrycia doktora Emoto
(myśli, emocje i słowa zmieniają fizyczną strukturę wody, daję słowo
nie wymyśliłem tego jegomościa).
Powróćmy z wyżyn światowej pseudonauki do naszej rodzimej ludowej
medycyny. Ustrojstwu do wytwarzania „żywej” i „martwej” wody bliżej
przyjrzał się chemik, Tomasz Pluciński [7]:
Kilka lat temu można było kupić w handlu bazarowym nieatestowane
urządzenia, które były szczególnie modne w niektórych środowiskach.
Były to przyrządy do wytwarzania “martwej” i “żywej” wody.
Dr Pluciński dokładnie analizuje reakcje chemiczne zachodzące w
aparacie, stwierdza w szczególności, że „żywa” woda może zawierać
„znaczne ilości związków chromu +6” podejrzewanego o
rakotwórczość.
Czy stosowanie martwej/żywej woda ma jakiś medyczny sens? No cóż,
pewnie ludzie używali tego na zasadzie „pomóc nie pomoże, zaszkodzić
nie zaszkodzi” (choć z tym nieszkodzeniem, jak już wspomniałem, to
nic pewnego), jeśli to działa, to zapewne jako placebo,
istnieje bardzo wiele powodów, dla których każdemu z nas może się
uroić, że jakiś specyfik czy terapia pomaga (choroba może ustąpić
samoistnie albo ma charakter cykliczny, pierwotna diagnoza była
błędna, subiektywny stan zdrowia zależy od oczekiwań itd. [8]).
Dziękuję za opisanie mojego znaleziska :0 Nie spodziewałem się, że aż tak wiele informacji można znaleźć na temat "żywej" i "martwej" wody. Pozdrawiam serdecznie!
Pomijając wszystko pragne dorzucić, że znam nader logicznego gościa, który całe lata robił sobie taka wodę, kurował sie tym i twierdził, że tylko dzięki tej wodzie zachowuje konieczna równowagę zdrowotną... Potem sie ten woreczek dp "martwej" wody przedziurawił, cos tam odzyskał. Ale juz nie tak dobre...
Proponuję poczytać sobie artykuł z racjonalisty "Zaklinacze wody"
Jak się tak dobrze temu tematowi przyjrzeć to nie jest nic innego jak brednie rodem z iluzji New Age. Ta cała "żywa woda" to zwykła ezoteryka w pseudonakuowym przebraniu dla niepoznanki wytwór pseudonaukowców uważających się za bogów. Łańcuszek szczęścia to nic innego jak multilevel marketing co jest też typowe dla New Age i zauważyłem przeglądając internet, że w ten sposób niektórzy właśnie usiłują rozprowadzać te jak zwykle w tym systemie "cudowne" aktywatory wody. Uważam, że to zwykłe wciskanie kitu naiwniakom.
Ja się z tobą nie zgadzam,wypróbowałam na sobie:oparzyłam tłuszczem gorącym z pieczenia całe udo,ale dzięki wodzie żywej ktorą na biegu robiłam (a mam urzadzenie) dziś nie mam śladu po oparzeniu. Oparzenia mam sprawdzone a także anginę-pozdrawiam
Żywa woda pomogła na oparzenie gorącym olejem? Jakoś cudu w tym nie widzę. Kiedyś wylałem sobie "żywy wrzątek" (zwykłą wodę z czajnika, tuż po zagotowaniu - jeszcze wrzała) na stopę i dość mocno ją poparzyłem (II stopień, głębokie - bo chwilę trwało zanim dobiegłem do łazienki, żeby schłodzić oparzenie pod prysznicem). Dziś po oparzeniu nie ma nawet najmniejszego śladu. Rozgrzanym olej też nieraz się oparzyłem (kilka razy ręce, raz nawet prysnął mi w twarz), ale jakoś żadnych śladów po nim nie mam. Więc żywa woda zapewne ma w tym przypadku wartość zwykłego specyfiku typu placebo.
Dziękuję za opisanie
Dziękuję za opisanie mojego znaleziska :0 Nie spodziewałem się, że aż tak wiele informacji można znaleźć na temat "żywej" i "martwej" wody. Pozdrawiam serdecznie!
O żywej i martwej wodzie
Pomijając wszystko pragne dorzucić, że znam nader logicznego gościa, który całe lata robił sobie taka wodę, kurował sie tym i twierdził, że tylko dzięki tej wodzie zachowuje konieczna równowagę zdrowotną... Potem sie ten woreczek dp "martwej" wody przedziurawił, cos tam odzyskał. Ale juz nie tak dobre...
o wodnych absuradach
Proponuję poczytać sobie artykuł z racjonalisty "Zaklinacze wody"
Jak się tak dobrze temu tematowi przyjrzeć to nie jest nic innego jak brednie rodem z iluzji New Age. Ta cała "żywa woda" to zwykła ezoteryka w pseudonakuowym przebraniu dla niepoznanki wytwór pseudonaukowców uważających się za bogów. Łańcuszek szczęścia to nic innego jak multilevel marketing co jest też typowe dla New Age i zauważyłem przeglądając internet, że w ten sposób niektórzy właśnie usiłują rozprowadzać te jak zwykle w tym systemie "cudowne" aktywatory wody. Uważam, że to zwykłe wciskanie kitu naiwniakom.
Ja się z tobą nie
Ja się z tobą nie zgadzam,wypróbowałam na sobie:oparzyłam tłuszczem gorącym z pieczenia całe udo,ale dzięki wodzie żywej ktorą na biegu robiłam (a mam urzadzenie) dziś nie mam śladu po oparzeniu. Oparzenia mam sprawdzone a także anginę-pozdrawiam
Cudowna woda pomogła?
Żywa woda pomogła na oparzenie gorącym olejem? Jakoś cudu w tym nie widzę. Kiedyś wylałem sobie "żywy wrzątek" (zwykłą wodę z czajnika, tuż po zagotowaniu - jeszcze wrzała) na stopę i dość mocno ją poparzyłem (II stopień, głębokie - bo chwilę trwało zanim dobiegłem do łazienki, żeby schłodzić oparzenie pod prysznicem). Dziś po oparzeniu nie ma nawet najmniejszego śladu. Rozgrzanym olej też nieraz się oparzyłem (kilka razy ręce, raz nawet prysnął mi w twarz), ale jakoś żadnych śladów po nim nie mam. Więc żywa woda zapewne ma w tym przypadku wartość zwykłego specyfiku typu placebo.
Dodaj nową odpowiedź