Znajomy znajomego obudził się w wannie bez nerki? Porwała go czarna
wołga? W jego podniebienie wbił się szczurzy pazur? Te „podobno
autentyczne” opowieści i inne legendy miejskie prosimy zgłaszać
na adres legendy@atrapa.net
lub wpisywać na forum dyskusyjnym.
[E-mail sponsorowany przez liczbe 23]
Witajcie,
Otrzymaliśmy prośbę ciężko chorego konia z Mongolii o
przesyłanie mu pocztówek z życzeniami końskiego zdrowia. Koń ów cierpi
na nieuleczalną (odczłowieczą) chorobę - podatność na iluzję.
Pozostało mu więc niewiele realności do przeżycia. Dlatego jego
największym marzeniem jest zostać przed śmiercią wpisanym do Księgi
Rekordów Guinessa, jako adresata największej liczby pocztówek z
życzeniami końskiego zdrowia. Prosimy więc o wsparcie mongolskiego
konia przez wysłanie tego listu dalej w celu kontynuacji łańcuszka
szczęścia.
Recepta na szczęście (podajemy na prośbę i w intencji
Adresata): Pocałuj pierwszego konia, jakiego napotkasz, kiedy
otrzymasz ten list. Jeśli pocałowany znienacka przez ciebie koń nie
kopnie cię, będzie to dowód na to, że jeden z oczekiwanych przez
ciebie cudów już się spełnił. Ten list został wysłany do ciebie na
szczęście. Uwierzytelniony oryginał znajduje się na poczcie w Ułan
Bator (Mongolia), natomiast pierwsza kopia (opakowana w celofan) w
skrytce na pierwszym piętrze pewnej rzeźni rytualnej w Lobamba
(Mozambik). List okrążył świat już kilka razy; teraz szczęście zostało
wysłane do Ciebie. Cieszysz się, prawda? To dobrze: otrzymasz
szczęście w bezpiecznej, dobrze opakowanej, anonimowej przesyłce w
ciągu 4 dni, jeśli ten list prześlesz dalej. To nie jest żaden głupi
żart niedowiarków. Otrzymasz szczęście na pewno - musisz tylko nam
uwierzyć. To zupełnie wystarczy. Poważnie.
Wyślij ten list do ludzi, o których wiesz, że potrzebują szczęścia!
(Kto z Państwa zna jakichś ludzi, o których wie, że nie potrzebują
szczęścia, niech do nas napisze - rozlosujemy wśród respondentów kopię
naleśnika, którym został poczęstowany pewien Amerykanin podczas swego
kontaktu IV stopnia z przybyszami z innego świata [zielone ludziki,
UFO itd., wydarzenie autentyczne!] ). Nie wysyłaj owsa ani pieniędzy -
szczęścia nie można kupić; szczęście nie ma ceny. Naturalnie, jeśli
otrzymasz $ 1.000.000, będziesz szczęśliwy. Pamiętaj: pieniądze nie
dają szczęścia temu, kto ich nie ma! Nie zatrzymuj tego listu; musi on
opuścić twe ręce w ciągu 96 godzin (zostało to dokładnie wyliczone i
potwierdzone przez największe autorytety naukowe świata, które dla
dobra twojego szczęścia wolały pozostać anonimowe).
Krótka historia łańcuszka
Pół naszego łańcuszka pochodzi z Wenezueli. Został on napisany przez
misjonarza (wiadomo jakiego wyznania) w Caracas. Drugą połowę (w
ramach współpracy ekumenicznej) dopisano w siedzibie zupełnie innej
misji w Guadalcanal (Wyspy Salomona). Kilka ogniw dopisali potajemnie
Iluminaci Bawarscy, korzystając z krytycznego wydania Almanachu
Gotajskiego dla niewidomych i notatek Mormonów strzeżonych w ich
siedzibie w Salt Lake City, a dotyczących Egipskiej Księgi Umarłych.
Nie wiadomo co stało się z innym łańcuszkiem, który przyjął kiedyś
nazwę Łańcuszka św. Antoniego (patrona rzeczy zagubionych!). Być
może jest to ten sam łańcuszek, ale nie taki sam.
[Pewne dające do myślenia przypadki życiowe potwierdzające moc
łańcuszka.]
Pewien oficer RAF'u podczas nocnego lotu patrolowego otrzymał $
10.000, w tym samym czasie inny oficer wygrał w kasynie $ 40.000, ale
stracił je, ponieważ przerwał łańcuch. Natomiast Pedro Juan Caballero,
rolnik z Paragwaju, stracił żonę - odeszła nagle od niego w pięć dni
po otrzymaniu tego listu. Początkowo uznał ten fakt za zapowiedziane
przez list szczęście; niestety - przerwał łańcuch, wygrał $ 95.000 na
loterii, a żona powróciła do niego. Zwróć uwagę na przypadek
Konstantina Y., agenta KGB rezydującego w San Fernando (Trinidad):
otrzymał łańcuch szczęścia w 1961 roku podczas konfliktu
amerykańsko-rosyjskiego w Zatoce Świń, polecił sekretarce sporządzić
20 kopii i wysłać je. Parę dni później (choć nie grał wcale i nawet
nie wypełnił loteryjnego kuponu) wygrał na loterii kubańskiej $
2.900.000. Emalia Q. z Buchary (Uzbekistan) otrzymała list, zupełnie
zapomniała, że list ten musi opuścić jej ręce w ciągu 96 godzin i
straciła swą ulubioną pracę sprzątaczki w dworcowej toalecie damskiej.
Później, po odnalezieniu listu, wysłała 20 kopii i niedługo otrzymała
lepszą pracę - pomywaczki naczyń w paryskiej restauracji Ritz'a i o
100% większą gażę! Dr Milan Tarantula, emerytowany astronom z
Gwadelupy, 99 lat (końskie zdrowie, trzeba przyznać!), otrzymał list,
zlekceważył go i po pewnym czasie umarł. Lapoński łowca fok, sunąc
zwyczajowo kajakiem pośród kry i gór lodowych, otrzymał ten list,
natychmiast wysłał 20 kopii i już nazajutrz stał się właścicielem 2000
lodówek. Na pewno też chciałbyś je mieć, prawda? Alaba B. Mutongo,
nauczyciel zen z Czadu, otrzymał list, zlekceważył go i stracił oko u
dentysty, do którego gabinetu wszedł akurat wtedy, gdy ów dla zabicia
czasu strzelał z łuku. Wyciągając strzałę z oczodołu, przypomniał
sobie jednak o liście i natychmiast wysłał 20 kopii. W parę dni
później stał się właścicielem dużej fabryki lornetek. Wawrzyniec V. z
miejscowości Koziegłowy (Polska) również zlekceważył otrzymany list.
Przeciąg wrzucił ten list do pracującej obok kserokopiarki nastawionej
na 20 odbitek. To nie był przypadek! Owe dwadzieścia kopii zostało
natychmiast wysłane faksem (tak też można) i w parę dni później p.
Wawrzyniec, wziąwszy udział w telewizyjnym programie Idź na całość,
wygrał 3-litrowy niebieski termos! Wysłał dodatkowe 20 kopii i w
programie Randka w ciemno wylosował swoje marzenie - dużą blondynę
przy kości i 14-dniową wycieczkę na Tasmanię, a w tamtejszej loterii
wygrał jeszcze $ 2.000.000. W kilka dni po powrocie do kraju
otrzymał... kolejny list. Postanowił zająć się tym już na poważnie.
Nie z wszystkiego jednak - jak widać - koń by się uśmiał...
Co więc powinieneś zrobić? Wyślij 20 kopii tego listu, a zobaczysz co
się stanie. Obserwuj konie; czy jest wśród nich jakieś poruszenie?
Jeśli mieszkasz w mieście, włącz tv (np. Animal Planet). Włącz
jednocześnie radio, telewizor, magnetofon, suszarkę do włosów i
odkurzacz! I cokolwiek! I spokojnie czekaj. Twoje pełne napięcia
oczekiwanie zostanie wynagrodzone! Ponieważ kopie muszą krążyć po
świecie, musisz je wysłać do znajomych i przyjaciół. Po kilku dniach
otrzymasz niespodziankę lub zdrapkę, pod którą znajdziesz najmniej $
100.000 - zaufaj nam; to szczera prawda; nie musisz wcale być
zabobonny, by nam uwierzyć! Wiara czyni cuda! Cóż można jeszcze
powiedzieć? To wszystko. W imieniu mongolskiego konia dziękujemy za
poświęconą nam uwagę! Pozostajemy z nadzieją (na twój irracjonalizm)!
PROSIMY NIE WYSYŁAĆ OWSA!
PROSIMY NIE WYSYŁAĆ PIENIĘDZY!
PROSIMY NIE IGNOROWAĆ TEGO LISTU!
(TO, JAK KAŻDY ZABOBON, DZIAŁA!)
(brak podpisu i daty)
Dziś dostałam "List z Anglii" i już miałam nadawcę zrugać, ale pomyślałam że trzeba nauczać, pokazywać co dobre i co złe. Zaczęłam szukać jakiegoś opisu, dowodu na to, że to jest fałszywka. Znalazłam opis i "Mongolskiego konia". Dawno się tak nie uśmiałam i jeśli komuś o to chodziło to cel został osiągnięty. :-)
Dziś dostałam "List z Anglii" i już miałam nadawcę zrugać,...
Dziś dostałam "List z Anglii" i już miałam nadawcę zrugać, ale pomyślałam że trzeba nauczać, pokazywać co dobre i co złe. Zaczęłam szukać jakiegoś opisu, dowodu na to, że to jest fałszywka. Znalazłam opis i "Mongolskiego konia". Dawno się tak nie uśmiałam i jeśli komuś o to chodziło to cel został osiągnięty. :-)
Jezusicku, genialne, przegenialne!
Jezusicku, genialne, przegenialne!
Dodaj nową odpowiedź